stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
środa, 14 marca 2012
Budzik

Budzik pamiętał. Zadzwonił punktualnie o siódmej. Bo wczoraj o siódmej musieliśmy wstać, musiała iść do pracy. Dziś obudziłem na jego dźwięk, ostatnia pamiątka po wczorajszej nocy i poranku. Jeszcze trochę zapachu na mojej pościeli, zaschnięta plamka jej wilgoci na moim prześcieradle. Budzik pamiętał, ja musiałem sobie przypominać, moje ramię musiało sobie przypominać ciężar jej głowy, gdy spała wtulona we mnie, powąchałem bluzkę w której spałem, ręcznik, który zostawiła też powąchałem, włożyłem do prania. T-shirt który miała na sobie schowałem do szafy, będę go od czasu do czasu wyciągał i sprawdzał nosem, jaką ma pamięć.

 

 

środa, 22 lutego 2012
Ewaluacja

- Jak impreza?
- Chujowo. Nie dostałem ani jednego zaproszenia na fejsie.



19:51, stanwewnetrzny
Link Komentarze (4) »
wtorek, 21 lutego 2012
Breaking mad

Nie żeby od razu przyszła, rozebrała się i wskoczyła mi do łóżka, na to nie liczę. Albo żeby cokolwiek deklarowała, czymś darzyła, dawała coś z siebie - to też nie. Nawet nie o to chodzi, żeby była. Ale niech przestanę o niej myśleć, niech przestanie śnić mi się. I tylko niech od czasu do czasu odpisze na smsa, maila. Od czasu do czasu niech mnie dotknie, obejmie, weźmie pod włos, a swoimi włosami pozwoli się pobawić. Ona. One. Niech.
Albo inaczej. Niech już nie leżę tak na tej podłodze wśród szkieł z rozbitego kubka, którym przed chwilą cisnąłem o ziemię ze złości, bezsilności, z nie-wiem-czego (najgorzej tłuką się kubki tzw. nietłukące, rozpryskując się na tysiące drobinek). Niech wstanę z tej podłogi, niech przestanie mnie ściskać w gardle, niech już nie skręcam się od spazmów.
Nie, jeszcze inaczej - żebym już nie brał tych sterydów które mi na głowę nie pomagają, mimo że pomagają na ciało. Czy żeby te sterydy poszły się jebać i nie powodowały chwiejności nastrojów, myśli samobójczych i zawirowań osobowości.
I niech jedyną moją czynnością prócz jedzenia nie będzie onanizm na zmianę z oglądaniem amerykańskiego serialu, który powoduje wygłuszenie wszystkiego, odcięcie się od rzeczywistości. Ostatecznie mogę oglądać serial, ale nie żeby kompulsywnie. Ze smakiem niech go oglądam, a nie jak tabliczkę czekolady, którą trzeba dojeść do końca już nie dlatego że taka pyszna ale dlatego że nie umie się inaczej, że to po prostu wciąga.
Niech się już to skończy wszystko. Znowu myślę o śmierci. Teraz będę próbował te myśli przespać (hydrox. i zolpi. już łyknięte), bo boję się zostać z nimi sam. Zawsze zresztą jestem sam, nawet w komunikacji miejskiej - ludzie się ode mnie odsiadają. Może dlatego że wionie od Ciebie beznadzieją? - zgaduje kolega wariat. Pewnie tak. Jeszcze paroma innymi rzeczami ode mnie wionie. Na przykład chłodem. Królowa śniegu - ktoś ostatnio napisał chyba o mnie. Już nawet nie Kaj.


czwartek, 02 lutego 2012
Zimne niebo

Nie chcę już tego wyżu słonecznego, nie chcę tego prześwietlającego wszystko słońca, błękitnego nieba, nie chcę. Bo to słońce świeci przeciwko mnie, niebo jest niebieskie mi na złość. Pogoda bezchmurna nie ot tak, lecz w złych wobec mnie zamiarach. Nie chcę luster w przebieralniach reserved, pokazujących wszystkie szczegóły (to nie te zwierciadła niejasne o których pisał Jan), za dokładnie, tak dokładnie jak chyba nikt mnie nie ogląda, i jak nie chcę by mnie ktoś z tą mordą oglądał. Nie chcę tych swoich narzekań, tu i w życiu prawdziwym (którego nie prowadzę), nie chcę kochać matki i nie chcę jej nienawidzić, nie chcę w ogóle się do niej odnosić w jakikolwiek sposób. Nie chcę lekceważenia ze strony innych, ze strony kobiet. Nie chcę samotności. Nie chcę przeżywać tego co teraz, nie chcę myśli samobójczych, których nie mogę zrealizować i które przyczyniają się jeszcze do pogłębienia mojej frustracji. Nie chcę już czuć niemocy.
Chcę spokoju. Spokoju chcę.
Wiem, że to wszystko w głowie. Nie chcę więc głowy.

 

poniedziałek, 23 stycznia 2012
Code Blue

Samotność,

śmierć,

sperma.

 

Tagi: filmy kultura
20:11, stanwewnetrzny
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 stycznia 2012
Na dobre i na złe

Miałem dziś dobry dzień - jakoś tak normalnie się czułem. Spotkałem się z koleżanką (dostałem zaległy prezent urodzinowy, który mi się bardzo podoba), potem spotkałem się z kumplem na pogranie. Wracając do domu, w zatłoczonym autobusie wąchałem współpasażerkę - początkowo jej zapach mnie drażnił, ale pod perfumami były feromony, które powodowały u mnie chęć ugryzienia współpasażerki w szyję, tudzież budziły rozmaite żądze i instynkty. Poczułem się normalnie. No, że reaguję jak facet, że jednak bywa ze mną ok, że staje mi w bliskości kobiety. Miałem nawet ochotę iść na jakąś dyskotekę i się po prostu dobrze bawić, jednak wyjrzawszy za okno (pada coś mokrego ni to deszcz, ni śnieg) zrezygnowałem. Zamiast tego zrobiłem i zjadłem pizzę, a teraz siedzę w słuchawkach i masuję sobie uszy basem z tej piosenki. Piosenka ta przypomina mi czasy kiedy byłem w dyskotekach podrywany przez dziewczyny. Przeważnie grube ale tamta akurat była chuda. Mela - a tak naprawdę Gośka. A ja wtedy - głupi. Zresztą do dziś mi to zostało. Może jutro pójdę gdzieś potańczyć.

 

 

Into the white

Ten śnieg ma pewne właściwości ciekawe. Jest jakiś taki że jak pada, a zwłaszcza w nocy, to od razu robi się bezpiecznie, od razu przytulnie jakoś. I chciałoby się, stojąc na balkonie i oglądając go jak sypie w świetle latarni, chciałoby się w ten śnieg skoczyć - że niby tak bezpiecznie i w ogóle. Tak pójść w biel i rozpłynąć się w tej bieli, stać się bielą, stać się tym czymś bezpiecznym, otulającym, zniknąć w tej białości wszechogarniającej. Mam takie sezonowe chętki - latem roztopić się w zieloności dzikiej, pierwotnej, leśnej, a zimą - pierwszy raz mnie to nachodzi albo raczej do tej pory nie było uświadomione - w owej bieli, śniegu miejskim, powoływanym do widzenia przez latarnie i snopy samochodowych świateł.

 

czwartek, 19 stycznia 2012
Intercultural encounters

Są inne kraje niż ten. Inne kraje, gdzie słońca więcej, ludzie bardziej uśmiechnięci, o nie tak poważnym usposobieniu. Gdzie dziewczyny nie obgryzają nerwowo paznokci ani nie przygryzają warg zawijając w grymasie do środka lub składając w dzióbek. Są inne kraje, w których kontakt fizyczny jest bardziej naturalny, w których aby potrzymać za rękę drugą osobę nie trzeba od być ani jej rodzicem (dzieckiem) ani chłopakiem/dziewczyną. Kraje w  których dotyk jest tak naturalny jak rozmowa, jest jej częścią. Są kraje, w których nie ma zimy, kraje gdzie ludzie w ciągu całego życia nie widzieli śniegu. Bardziej rozumiem teraz przyjaciela, który zakochał się w dziewczynie z takich krajów, która uosabiała to wszystko właśnie, dopiero teraz zaczyna być to dla mnie jaśniejsze. Rozumiem bo przez kilka dni przebywałem (w charakterze dalekiego kuzyna) z dziewczyną, która była z innych krajów i która była tak inna że aż mnie to urzekło. Ten luz jakiś, to jakieś słońce wewnętrzne, jakieś nieprzejmowanie się wrodzone, jakieś branie życia w zupełnie niedostępny dla mnie sposób. Kilka dni w śniegu, w dolinach tatrzańskich, kilka dni rozmawiania w angielsko-hiszpańskim pidżynie. Nietzsche nie mógłby pisać po hiszpańsku, ani Heidegger, ani tym bardziej Dostojewski czy Kierkegaard. Są kraje w których na pewien rodzaj zamulania, pewien rodzaj smutku, powagi i spięcia nie ma po prostu miejsca. Lingwistycznie i kulturowo. Dalekie są kraje.

 

środa, 18 stycznia 2012
Dobre rady, proste słowa

 

why complicate life. missing sobebody? call. wanna meet up? invite. wanna be understand? explain. don't like something? say it. like something? state it. want something? ask. love someone? tell it.

 

To przeważnie działa. Naprawdę! Czasem mam na tyle dużo energii, by z tych rad skorzystać, więc wiem.

 


Golenie

Myślałem - ostrzygę się, ogolę, spryskam płynem Brut aftershave. Zgolę z siebie tego starego dziada, którym ostatnio jestem. Ostrzygę się do mojego prawdziwego ja, do prawdziwego (młodego) wyglądu. Będę jednocześnie strzygącym Pygmalionem i strzyżoną Galateą. Ostrzygę z siebie tego dziada z pogniecioną twarzą. Obetnę te siwe odrosty. To przecież zawsze działa. Działało.
Tak więc trymer terkoce równo, stara maszynka elektryczna philipsa trochę rzęzi, jednak nadal działa. Patrzę na twarz i głowę swoją najpierw wyrywkowo, starając się widzieć tylko ruch ostrza po skórze, a nie oglądać oczy i swojej twarzy w całości.
Coraz bardziej jednak korci mnie i kusi: zobaczyć tę młodość, która wychynęła. I co to, co widzę? Spod kłaków, kudłów, zarostu, szczeciny wyłania się ktoś znajomy przecież ale jakoś podstarzały. Nie, to niemożliwe. JA jestem niedojrzały, powinienem wyglądać młodo. Tymczasem postarzałem się pod tą brodą zupełnie nie wiadomo kiedy i żadne zabiegi pielęgnacyjne nic tu nie pomogą.
Może za rzadko aplikowałem sobie kosmetyki? Może ten face cleaning gel z dogłębnym peelingowym oczyszczaniem mnie tak załatwił i że żadnych kremów? To ja? To moja twarz?
Nie, znowu ta wielka okrągła gęba na cienkiej szyi, z tym że już bez uroku, bez tej wymalowanej na niej młodości, niedojrzałości. Wiem już: nie będę patrzeć w lustro. Nie będę wychodzić do ludzi. Schowam się. Kupię maskę V jak vendeta i nie dość że zakryję swoją twarz, to jeszcze będę z tych oburzonych.
Bo tutaj nie ma dobrego wyjścia, nie ma wyjścia umiarkowanego i pośrodku. Nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie: być starym, zarośniętym dziadem, czy starym, ogolonym-wystrzyżonym dziadem. Nie ma. Jak się już jest dziadem to koniec, kropka i mogiła.
Nie wiedziałem tylko, że moja twarz przywita mnie w świecie dziadów już dziś, teraz przed chwilą. Nie wiedziałem. Ale na to i tak przecież nie można być przygotowanym.

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33