stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
wtorek, 30 października 2012
Bezczynność

Trwanie w inercji daje wszystkie możliwości i jest rozkosznym oczekiwaniem zupełnie nieznanego, podczas gdy poruszenie się w jakimkolwiek kierunku wyklucza wszystkie inne kierunki.

S. Mrożek, Dziennik, t.1, s 105.

10:30, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 października 2012
Maciejka październikowa

Spadł śnieg, a mnie jeszcze po nocach maciejka pachnie. Nie, nie mam zwęchów. Po prostu wysiałem ją na początku sierpnia, więc zgodnie ze swoim cyklem wegetacji zakwitła na przełomie września i października, i myślę że przetrzyma do listopada, może kilka kwiatków, może jeden chociaż. Uwielbiam ten zapach oraz to że poczuć go można dopiero wieczorem. Leżak złożony, spoczywa na pawlaczu, w doniczkach schną resztki aksamitek, jedynym żywym tchnieniem ciepłych dni pozostaje ta maciejka. Dobrze jest mieć balkon.

 

 

czwartek, 11 października 2012
Heros z Lizbońskiej

No bo gdzie czytać książkę o Mironie jak nie kątem w autobusach, tramwajach, przysiadając na chwilę na ławce w parku. Wśród ludzi koniecznie, wśród szpitalnych historii. W drodze do, w drodze z, przejazdem, mimochodem, wypożyczoną z biblioteki. I czytanie takie nie jest bynajmniej zgłębianiem twórczości, a raczej studiowaniem człowieka, postawy, spełnionego życia. Trochę jak żywoty świętych. Mojego losu nie porównuję, bo jest - przeciwnie - prawie maksymalnie nieudany (no, może oprócz życia seksualnego ostatnio). Wystarcza mi świadomość, że czyjaś - w tym wypadku Mironowa - egzystencja była wykorzystana do końca, do-pełniona, że jemu się to udało, czyli że nie jest tak, że się wcale nie da. Kiedyś, w starożytności, wzorem postępowania były życiorysy herosów. Białoszewski jest takim losem do studiowania. Heros z Lizbońskiej. Mam to szczęście, że codziennie mijam jego blok, przejeżdżam autobusem. Wyglądam wtedy przez okno, przerywając lekturę.
Sancte Mirone, ora pro me!

 

Anna Sobolewska, Maksymalnie udana egzystencja. Szkice o życiu i twórczości Mirona Białoszewskiego, IBL PAN, 1997.