stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
poniedziałek, 31 października 2011
Pawana

Szedłem Nowym Światem i płakałem. Szedłem - i łzy same cisnęły mi się do oczu. Płakałem, bo było mi dobrze, bo nie wierzyłem że mogę się tak dobrze czuć, bo wiedziałem że to dobrze już się skończyło a następne nadejdzie nie wiadomo kiedy i  nie wiadomo czy w ogóle.

Płakałem, bo okazało się, że mogę swobodnie rozmawiać z nieznajomymi, albo słabo znajomymi, ba nawet z Piękną Kobietą. Że mogę wypowiadać ładne zdania, używać wyszukanych słów, przytaczać anegdoty, dzielić się przemyśleniami, być zabawny - i nie czuć napięcia. Że nareszcie to, co zawsze noszę w sobie - wszystkie te myśli, ten cały arsenał, który mam w głowie, to wszystko znalazło połączenie ze światem zewnętrznym, wypłynęło ze mnie, a że działa zasada naczyń połączonych, trochę świata zewnętrznego dostało się do mnie do środka.

Szedłem tak i płakałem, bo jak to - napięcie, blokada, wycofanie i ucieczka nagle przestały mieć nade mną władzę? Nie chciało mi się wierzyć, że w rozmowie z obcymi mogę prezentować się jako interesujący interlokutor. To wszystko było zbyt piękne.

Także to, że usłyszałem od kolegi dużo dobrych słów, wiele więcej niż ja jestem w stanie komukolwiek powiedzieć. Dawno z nim nie gadałem, te rozmowy są zawsze poszarpane, inne. Z nim można pić alkohol, palić papierosy, przytulać się bez zażenowania. Od czasu do czasu wymienić parę zdań. I czasem to jest męczące, ale innym razem czuje się że właśnie tak ma być. Dobrze.

Za dobrze, więc szedłem tak i ocierałem łzy, i paliłem. A potem autobus powiózł mnie w ciemność, na drugą stronę rzeki, w wilgotne rejony miasta.



 

wtorek, 25 października 2011
Walking or fucking

Nie mogę już chodzić po tych ulicach, nie mogę patrzeć na ludzi, nie mogę zwłaszcza patrzeć na dziewczyny, dostaję oczopląsu, do domu wracam zmęczony, wypluty, sfrustrowany. Nie mogę patrzeć na kobiety, na ich piękne twarze, kształtne pupy, zgrabne nogi, nienaganny ubiór. Przerasta mnie oglądanie równych rysów, ciekawych oczu, zadziorności w chodzie. Przerasta tym bardziej, im bardziej są mi one niedostępne, im bardziej jestem samotny i nie mam wglądu w żadne z tych oczu, im bardziej moja ręka nie ma dostępu do żadnych piersi.

Owszem, co jakiś czas zdarza się jakiś biedny, mały seks, zupełnie nie wart wzmianki. Seks służący tylko rozładowaniu napięcia. Seks z kobietami, które może i mi się trochę podobają, może i trochę je lubię - ale lubię je i podobają mi się, i ten seks się zdarza głównie dlatego, że to one chcą się ze mną pieprzyć. Tak, normalnie raczej nie zwróciłyby mojej uwagi na ulicy. Cenię te relacje, bo czuję się w nich akceptowany, tak totalnie.

Zresztą, przecież każda kobieta jest ciepła w środku, więc - jakie ma znaczenie skąd bierzesz to ciepło? Prawie żadne przecież. Prawie żadne.

 

niedziela, 16 października 2011
Boleznennaya zamknutost

Tyle razy sobie obiecywałem - nie będę chodził na imprezy. Gówno z tego mam, frustruję się tylko faktem że nie mogę nikogo poznać, nie mogę z nikim nawiązać kontaktu. A przecież chciałbym, tylko że nie umiem. Nawet już tańczyć mi się nie chce. Wyginać, uśmiechać, pokazać się, zaprezentować i dobrze wypaść w tym godowym spektaklu.

Ale chodzę. I tańczę. Bo potrzebuję ludzi, potrzebuję być wśród ludzi. I imprezy zaspokajają tę moją potrzebę, a z drugiej strony - jeszcze bardziej pogłębiają poczucie samotności, niesparowania, i nieumiejętności zmiany tego stanu. Są też moją ucieczką z domu - gdzie można iść, dokąd uciec w sobotni wieczór/noc? Owszem, można zażyć tabletkę i iść spać. Często tak robię, często uciekam w spanie. Żeby choć nie spać samotnie.

Kurwa mać. Kolejna noc przede mną.

wtorek, 11 października 2011
Pewność jutra

Jutro do szpitala, tyle wiem, tego jestem pewien. Niby na zwykłą kontrolę, niby wiem że wyjdę jak zawsze - z plikiem recept w ręku, ale konieczność chodzenia tam i świadomość, że to, że moja autoimmuno. gdzieś tam we mnie jest, gdzieś się przyczaiła, dołuje. Świństwa które łykam zmieniają mi ciało i mózg. I jeszcze nie wiadomo, czy sam sobie nie jestem winien, jest przecież możliwe że to wszystko psychogenne.

A do tego ta jesień, zimne ręce, których nie mogę ogrzać od kilku tygodni. Zmierzch, który zapada coraz wcześniej, nieludzko przyspieszając. Okrucieństwo jesieni. Nikogo w pobliżu, jak zwykle, jak zwykle nie ma się do kogo przytulić. Wieje. Więc trzeba wiać - tylko dokąd?

Najlepiej na jakieś wyspy. Najlepiej szczęśliwe. Albo chociaż takie ze słońcem, niebieskim morzem. Jak w Magu. Ale to wszystko nierealne, realne są wyspy jakiekolwiek, czyli te nieszczęśliwe, z angielską pogodą i angielskim spleenem.


 

niedziela, 09 października 2011
Ciągnij z lasu

Ciągnij z lasu energię, weź to, czego potrzebujesz. Głęboko wdychaj sosnowe powietrze, aż zabolą płuca. Przytulaj się do drzew, przez źrenice wpuszczaj słońce. Idź przed siebie, gub się i znajduj drogi, idź szlakiem lub skręcaj w którąkolwiek ścieżkę. Siadaj na mchu, na opadłych liściach, pobrudź się ziemią. Gdy masz ochotę - odpocznij, połóż się na ściółce a jeśli nie chcesz - idź aż się zmęczysz, aż rozbolą cię nogi. Nie bój się zmierzchu, zmroku ani mrozu. Wszystko jest dla ciebie, i tylko od ciebie zależy ile będziesz chciał wziąć, ile wyciągniesz.

Dzięki: bajking, al., projekt.

sobota, 01 października 2011
Kultura we wrześniu 2011

Dość solidna dawka w tym miesiącu.

Filmy:

Zaklęte rewiry
Ludzie z Pustego Obszaru
Powszedni dzień gestapowca Schmidta
Między ustami a brzegiem pucharu
Lawstorant
Mniejsze niebo
Lekcje Pana Kuki
The way back
Stan wewnętrzny
Noi Albinoi
Pianistka
Ćma
Ki
Niedziela Barabasza
Pies
The System (Derren Brown)
Liczby i marzenia
Legal eagles
Fetysz
Sukces, Kirk, Przedział na sto i więcej osób (Piwowski)
Film mówiony (Bąkowski)
Spirala

Książki:

Erenburg - W małym miasteczku
Kopaliński - Koty w worku, czyli z dziejów pojęć i rzeczy
Trembaczowski - Zanim wyruszysz
Reymont - Pielgrzymka do Jasnej Góry
Möller - Moja klasyczna paranoja
Lem - Awantury na tle powszechnego ciążenia

Koncerty:

Płyny
Komety
Nirvana - Live At The Paramount (obejrzany)

Wystawy:

Pokolenie przemiany. Nowa sztuki z Indii
Wiesław Szamborski - Wszystko się zmieniło

 

A więc jestem coraz bardziej oczytany, coraz więcej wiem i widziałem ale nie ma to żadnego przełożenia na tzw. życie. Coraz trudniej porozumieć się z ludźmi, zwłaszcza z tzw. zwykłymi, i będzie w tym względzie coraz gorzej. Ale nie żałuję, nie potrafię inaczej.

Spirala snu

Po co coś robić, po co gdzieś iść, spotkać się z kimś, skoro można łyknąć to i owo, pokłócić się z tymi i owymi i w biały dzień iść spać. I śnić że się odprawia mszę - a że dawno się nie było ministrantem ani w kościele, to nieporadnie idzie ta celebra. I w końcu jedna kobieta z czwartej ławki w prawej nawie kręci cały czas głową i lada chwila mnie zdemaskuje. No i można się obudzić już wieczorem, gdy dzień już minął, łyknąć to i tamto, obejrzeć film i znów iść spać no bo co innego robić, z resztą - po co?

 

 

00:56, stanwewnetrzny
Link Komentarze (4) »