stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
piątek, 29 października 2010
Pobożna gimnazjalistka

- To co, widzimy się dziś wieczorem? - pyta blondynka w raybanach wysiadając już z autobusu

- Czekaj, umawiam się na różaniec! - odpowiada brunetka w dużej czapce

- Z kim?

- Z Adamem!

 

 


14:39, stanwewnetrzny
Link Komentarze (5) »
czwartek, 28 października 2010
Zapładniam przez sen tylko w środy z orange

Byłem wczoraj z K. na filmie Aż po grób. Nie za bardzo mnie poruszył. Dziś dostaję od niej maila z przemyśleniami na temat ojcostwa w filmie (główny bohater, stary mężczyzna, ze smutkiem stwierdza że nie ma potomstwa) i co sądzę o instynkcie ojcowskim. Odpisuję, że sądzę niewiele, może nie czuję tego instynktu.

Jakąś godzinę później otrzymuję smsa od A. że się jej śniłem. Potem pisze na czacie że:

śniło mi się, że ja i moja siostra cioteczna byłyśmy z Tobą w ciąży... Urodziłyśmy razem z tym że ona trojaczki.. Wiec zostałeś ojcem czwórki jednocześnie... Nie mam pojęcia co to moze oznaczać ale chyba zmiany na lepsze

Mam nadzieję że na lepsze, jakżeby inaczej! Muszę przyznać że bardzo mnie to rozbawiło. Najbardziej chyba ta mnogość potomstwa. Nigdy nie myślałem o sobie jak o wartościowym materiale rozpłodowym. Poligamicznym w dodatku.

 

 

 

12:54, stanwewnetrzny
Link Komentarze (3) »
środa, 27 października 2010
Terapia paradoksalna

Może ja się nie znam, nie jestem w końcu (wbrew pozorom) wytrawnym pacjentem służby zdrowia psychicznego, ale jak po wyjściu od psychologa ma się uczucie opuszczenia sali tortur, a co najmniej pokoju przesłuchań i odczuwa przemożną chęć zapalenia papierosa, ba, wyjarania trzech papierosów, to chyba nie była dobra terapia.

Pani psycholog, do której po pierwszej wyzycie miałem stosunek pozytywny (inkrustacje na paznokciach u nóg i tipsy uznając za omen, że spotykam się z psychologicznym technikiem-wyrobnikiem) zawiodła na całej linii.

Przede wszystkim nie pamiętała o co chodzi. Przed spotkaniem nie raczyła przeczytać mojej dokumentacji - którą zresztą sama sporządziła na pierwszym spotkaniu. Nie zapoznała się też z opinią psychiatry. Robiła to wszystko przy mnie. W międzyczasie znalazła w swojej teczce test na DDA. To mi profilaktycznie zrobiła. W trakcie rozmowy zupełnie nie zrozumiała że moje problemy były wcześniejsze niż choroba fizyczna. Kilka razy wyraziła się dość bezpośrednio, że mam bardzo zaburzoną osobowość. Na moją opowieść o myślach samobójczych spytała czy pomyślałem o bliskich, rodzinie. Powiedziałem - zgodnie z prawdą - że nie. Na to ona że współczuje moim rodzicom takiego egoisty (szkoda że zapomniała sprawdzić, że jeśli chce współczuć ojcu, musi westchnąć w zaświaty).

Dobrze, że mam energetyczną zwyżkę i chwilowo nie czuję się śmieciem, inaczej ciężko bym to przeżył.

W związku ze zwyżką wysłałem swoje CV w dwa miejsca, pochwaliłem się jej. Ona na to, że jestem leniwy, bo ludzie wysyłają w tysiąc miejsc. I właściwie niechcący w tym jednym momencie postawiła słuszną diagnozę. Ale to była jedyna trafna rzecz, jaka padła z jej ust podczas tej męczącej godziny. Na koniec stwierdziła, że nie wygląda jej to na DDA, i abym nie zapomniał, dodała że jestem bardzo zaburzony.

I na przyszły tydzień zapisała do stażystki.




23:08, stanwewnetrzny
Link Komentarze (5) »
wtorek, 26 października 2010
Miłość z takim wielkim łbem

Siedziała w 117, na prawo od kierowcy. Śpiewała:

Nigdy nie przypuszczałabym że mnie

spotka

miłość z takim wielkim łbeeeem !

Zakochana - pomyślałem w pierwszej chwili. Pijana - pomyślałem w chwili drugiej. To o mnie, zaczepia pasażerów, wydawało mi się. Dopiero potem dotarło do mnie, że to prawdopodobnie schizofrenia. Ale fraza nie dawała mi spokoju. Miłość. Z wielkim łbem. To dobra miłość? Czy kaleka, zwyrodniała? A może nie przypuszczała że w ogóle spotka ją miłość? Miłość z wielkim łbem.

Też nie przypuszczam, aby mnie spotkała. Nawet z małą głową. Nawet z małą zgrabną nogą. Stopą.




23:49, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
Akt podwójny

- Dlaczego nie malujesz aktów męskich ? - na niedzielnym targowisku Paweł pyta Martę.

- Bo męskie akty są brzydkie a kobiece piękne.

 

Ja nie wiem. Nie widziałem zbyt wielu aktów męskich. Nie potrafię się odnieść.Ale myślę że coś w tym jest.

Za to zawsze marzyłem, aby sfotografować się z kobietą nago. Z moją kobietą. Albo żeby ktoś nas namalował. Zawsze jakoś wstydziłem się to zaproponować.

Raz w życiu zrobiłem sobie nagi autoportret. Jednak zahaczało to o jakąś perwersję, autoerotyzm, pornografię.

Samotne akty - autoportrety, to dopiero zboczenie.




16:54, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »
sobota, 23 października 2010
Ornak - Ornak - Ornak

Gdy byłem małym chłopcem, raczej nie myślałem że znajdę się w szpitalu. Na pewno nie myślałem o tym gdy mieszkałem z rodzicami w zakopiańskiej willi Ornak, w drewnianym pokoju, do którego przychodził góral Stasek, by dorzucić do pieca (a mnie straszył że włoży do wora po węglu).

Gdy byłem w szpitalu, już później gdy mogłem oddychać, nie wydawało mi się, bym kiedykolwiek jeszcze poszedł w góry. Na pożyczonym komputerze oglądałem w internecie zdjęcia schronisk, wzdychając i żegnając się z nimi.

Gdy osiem miesięcy później szedłem Doliną Kościeliską do schroniska Ornak, nie wydawało mi się to realne. Miałem ze sobą orientowaną na południe mapę, którą dostałem na pamiątkę wycieczki integracyjnej w pierwszej klasie liceum. Wychowawczyni napisała na okładce że jestem wspaniały i radosny ale zarazem poważny.

W schronisku spotkałem ekipę pijaków z Zawiercia, Wojcecha Kuczoka oraz dwóch braci z Redy, speleologów amatorów, z których jeden opowiedział bardzo ciekawą rzecz.

Jeszcze mniej realne wydawało mi się wejście na szczyt Ornak, z którego wiatr mało co mnie nie zdmuchnął.

Idąc do Doliny Chochołowskiej położyłem się na ziemi i przytuliłem do niej.

W schronisku kąpiel w ciepłej wodzie była błoga.

Pierwszy raz nie oszczędzałem na jedzeniu i zamówiłem placki ziemniaczane i Strogonowa.

Pysznie.

 

 


10:59, stanwewnetrzny
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 października 2010
Wzruszam się na serialach

Właściwie na jednym, w niedzielę o 16.15. Zwłaszcza jak jest tam o miłości.

I nic nie poradzę, że wzruszenie jest tanie i wstydliwe.




10:57, stanwewnetrzny
Link Komentarze (5) »
piątek, 15 października 2010
Przecież mnie nie ma już od dawna

Teraz chodziłoby tylko o potwierdzenie. Wszystko czeka naszykowane w szarym tekturowym pudełku z przykrywką, czeka aż się na to zdobędę.

 

 


20:58, stanwewnetrzny
Link Komentarze (4) »
sobota, 09 października 2010
Ranny

Demony lubią powracać rano, tuż po przebudzeniu, w tym dziwnym stanie między snem a rzeczywistością atakują, przyczajone. Przeszłość, miasto L., nieudane związki, zaprzepaszczone szanse.

Uświadamiają że moje życie jest wielką porażką. W tym porannym czasie jestem bezbronny, zmysły nie działają jeszcze w trybie dziennym, jestem zapadnięty w sobie, częściowo jeszcze we śnie. Jedyne co przychodzi mi do głowy, to szybko zerwać się na nogi.

Wstaję więc, robię kawę, cały czas walcząc z demonami wychodzę na balkon zapalić. Kawa jest paskudna, smakuje kwaśno, który to już raz obiecuję sobie że nie będę pił na pusty żołądek. Papieros w ogóle nie smakuje. Nie dopijam, nie dopalam.

Nie zbroję się, bo przeciwko demonom trzeba mieć argumenty. Moje są jak radzieckie tankietki z kartonu przeciwko V-2.

W zasadzie jestem bez szans.




08:38, stanwewnetrzny
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 04 października 2010
Sorki

sorki, odpadam, nie mogę

 

 

 

23:16, stanwewnetrzny
Link Komentarze (8) »