stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
środa, 21 października 2009
dlaczego nie zostałem pisarzem

Już wiem. Od dzisiaj to wiem. Nie zostałem pisarzem, bo inni zostali pisarzami za mnie. Na przykład taki Juliusz Strachota. Trafiłem przypadkiem na jego tekst. I to jest tekst, który powinienem napisać ja - a zrobił to Strachota (vel. Miliszkiewicz). Co więcej - on zrobił to lepiej, a w dodatku napisał mój tekst autobiograficzny. Bo to jest o mnie. I bardzo dobrze, po to właśnie jest literatura, po to jest sztuka. Żeby artyści pisali za nas, a my - żebyśmy się w tym odnajdywali. I jak ktoś nie umie napisać tego co powinien, to zostaje blogerem. Takim półartystą a półdupą. I może sobie prowadzić dialogi i gry intertekstualne z pisarzami i z tekstami, i tak go nikt nie przeczyta. A jak przeczyta, to niech lepiej już przeczyta opowiadanie (?) Strachoty, może się w tym odnajdzie. Odnajdzie się. Ktoś na pewno. I ten wpis to jest właściwie dalsza część opowiadania. Jest 1. w nocy a jedynym moim planem na jutro jest pójście na herbatę do znajomej i omówienie planu, z którego coś może wyjdzie a może nie. Z pewnością natomiast nie będzie to nic wiążącego, kierunkującego, nadającego sens lub przynajmniej zapewniającego dochód. Wiem że wcześniej zaparzę kawę, skręcę papierosa i na balkonie wypalę go, obserwując ludzi (jadących do pracy), październikowy deszcz (wprawiający w depresję zupełnie bezinteresownie) i wszystko to popijając kawą z mlekiem. Jest 1. w nocy i większość ludzi śpi, jutro wstaną do pracy. Zadzwoni budzik. Ja już go prawie nie nastawiam. Po co? Przecież donikąd się nie spieszę, jak nie przyjdę do koleżanki - co wątpliwe bo umówiliśmy się w południe - to nic się przecież nie stanie. To jest ta wolność absolutna, która w nadmiarze staje się pustką. Najgorsze, że już się do tego przywykło, już nie ma siły, a właściwie powodu aby to zmieniać. Zasrana, błogosławiona lekkość bytu. A najbardziej boję się tego, że za rok, dwa lata będzie to samo. Tak jak i rok, dwa lata temu. Od tamtej pory zostałem wprawdzie magistrem, miałem jakieś dziewczyny, coś tam obejrzałem, przeczytałem - w pewnym sensie się rozwinąłem. Ale jednak doskwiera poczucie stania w miejscu. Coś się robiło, ale nie miałem siły pójść w konkretnym kierunku. Nie masz za bardzo konsekwencji w sobie. Nie masz pomysłu. Masz ten strach, a jutro nadzieję. Nicnierobienie jest czasem zupełnie przyjemne. Masz poczucie winy, a nazajutrz jesteś dumny z siebie jak paw. Przedziwna wyższość pomieszana z błotem.

 

 


01:33, stanwewnetrzny
Link Komentarze (6) »
piątek, 09 października 2009
komentarz po zatrzymaniu Stockingera

użytkownik: mr_erekcja :

jakbym grał w klanie to też bym dawał w szyję

 

co prawda to prawda!

 

 


19:26, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 października 2009
Walka o Lalkę

Od jakiegoś czasu w radiowej Dwójce o 9.30 można posłuchać czytanej we fragmentach "Lalki". To naprawdę dobra książka - po prostu jako powieść ale też jako świadectwo swoich czasów, a może i memento. Czasem zdaje się, że większość polskich paradygmatów a także i drobnych niby nieszkodliwych przywar nie zmieniła się od tamtej pory nic a nic. Dobrze ujął to Jacek Kaczmarski w piosence "Lalka, czyli polski pozytywizm", którą warto przypomnieć - bowiem, parę dni temu (28 IX), obchodziła dwudzieste urodziny.

 

LALKA, CZYLI POLSKI POZYTYWIZM

(B. Prus)

Nad Wisłą gnieżdżą się nędzarze,
W kościołach dobroczynne tłumy,
Arystokraci i bogacze
Topią w wyścigach ciężkie sumy.
Nikt nie wie, co naprawdę warte
Poświęceń po powstańczym dziele —
Rzeckiemu śni się Bonaparte,
Wokulski kocha Izabellę.

Niedożywieni i gruźliczy
Studenci walczą błazenadą,
Szlangbaum szlacheckie weksle liczy,
Patrioci do Paryża jadą.
Trzeba na jakąś stawiać kartę,
Ale rozsądniej grać, czy śmielej?
Rzeckiemu śni się Bonaparte,
Wokulski kocha Izabellę,

Świat jest brzemienny w wynalazki,
W metale od powietrza lżejsze,
Polacy żyją z bożej łaski
Piastując myśli niedzisiejsze.
W szaradzie ułożonej żartem
Pogodnych wróżb nie widać wiele —
Rzeckiemu śni się Bonaparte,
Wokulski kocha Izabellę,

Na zyski apetyty rosną,
Z pomysłów nie wychodzi żaden:
Zyskowna spółka handlu z Rosją
Wzięta za narodową zdradę.
Artyście z Włoch o głosie zdartym
Salon pod nogi zachwyt ściele —
Rzeckiemu śni się Bonaparte,
Wokulski kocha Izabellę,

Prosty kolejarz nie chce pojąć,
Jak można z życiem chcieć się rozstać.
Figurki w oknie sklepu stoją,
Sklep zmienia pana, a świat — postać.
W powietrze wylatuje zamek
Stając się marzeń rozpadliną —
Rzecki umiera weteranem,
Wokulski — znika pod ruiną.

 

Artyście z Włoch o głosie zdartym salon pod nogi zachwyt ściele - czy czegoś nam to aby nie przypomina? Albo to: Polacy żyją z bożej łaski piastując myśli niedzisiejsze.

Odczytań może być wiele - od historiozoficznych, przez socjologiczne, historyczne, vasavianistyczne, feministyczne i polonistyczne, czy po prostu fabularne - ot, choćby żartobliwe. Chciałbym np. zobaczyć jakieś odczytanie teatralne - myślę że jeszcze wielu rzeczy można się w "Lalce" dokopać i dowiedzieć - o nas. A tymczasem mamy tylko "Rarkę Plusa" w której tak naprawdę nie wiadomo, o co chodzi - prócz tego, że wykorzystuje zjawisko znane jako gra półsłówek i jest aż tak nonsensowna, że zapada w pamięć.

 

 

 

11:17, stanwewnetrzny
Link Komentarze (2) »