stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
poniedziałek, 28 września 2009
Piątkowa pedagogika

- Proszę pana, proszę pana !!!

- ?

- Ach, i tak pan nie załatwi mojej sprawy.... - na schodach do mojego bloku zaczepia mnie mały blondynek w okularach.

- A jaką masz sprawę?

- Kolega nie chce zejść na dół, żeby się ze mną pobawić. Dokąd pan idzie?

- Do domu, mieszkam tu (pokazuję w lewo).

- A, to nie, mój kolega mieszka tam (chłopiec pokazuje w prawo).

- To może inni koledzy się z tobą pobawią?

- Niee, jednemu mama zabroniła wychodzić, drugi odrabia lekcje, trzeci wyjechał.

- To faktycznie kiepsko, spróbuj może jeszcze raz przez ten domofon?

- A pan nie zna mojego kolegi?

- Nie znam, mieszkam w innej klatce - zaczynam wchodzić na schody.

- Gdzie pan idzie? - z nadzieją w głosie pyta blondynek.

- No, do siebie, może jednak spróbuj jeszcze raz - i z uczuciem, że już kiedyś widziałem tę scenę w filmie wchodzę do budynku. Ostatni rzut oka na schody, na których widzę smutnego chłopca, jego położony na ziemi rower. Zostawiam go z nierozwiązywalnym i ciężkim w gruncie rzeczy problemem braku towarzystwa do zabawy.

 

 



11:30, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »
Gitary Niepokalanej

I nie tylko gitary - także głosy i keyboardy.

To nie żart.

Z płyty Odpocznienie.

 

 

 

 

01:25, stanwewnetrzny
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 21 września 2009
W przerwie koncertu Warszawskiej Jesieni

Jeśli chcesz uczynić kogoś szczęśliwym, zadaj mu cierpienie i krzywdę, a gdy ich już zazna, odejmij je. Ten poczuje, że zwykły jego stan zaiste jest ulgą i szczęściem, i doceni życie które ma.


W momencie gdy wybrzmiała ostatnia nuta pomyślałem sobie, że świat może być jednak piękny. Za chwilę druga część koncertu - idę w głębiny piekieł. Koncert na akordeon ćwierćtonowy kusi, aczkolwiek:

ATONALNOŚĆ  to masochizm, DODEKAFONIA to tortura, SCHÖNBERG to zło, STOCKHAUSEN służył w Wehrmachcie.

 

 


21:01, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 14 września 2009
Muchotłuk

Mimowolny (?) żart redaktorów gazeta.pl -

- czyli jakby komuś przeszkadzała mucha, to będzie wiedział co robić.

 

 

anna mucha muchołapka taniec z gwiazdami gazeta.pl pułapka łapka

 

 

 

16:27, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 września 2009
Pegazowy postulat

Siedzę z Satrapą i jeszcze z Wojtkiem i jego Kaśką w Powiększeniu.

- A wiecie, że "Pegaza" prowadzi teraz Duduś?

- Jaki Duduś?

- Fąferski z Podróży za jeden uśmiech, czyli Filip Łobodziński

- Aha. Właściwie to "Pegaza" powinien prowadzić Materna. Siedziałby i nudził.

- Tak, a razem z nim Świetlicki, bo oni tacy podobni. Głosy takie same, i aparycja.

- I krakowscy.

 

 

P.S.

marcin świetlicki krzysztof materna pegaz podróż za jeden uśmiech kultura kraków powiększenie warszawa nuda dupa


 

 

 

 

09:48, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 września 2009
Das Parfum

A było to tak:

w autobusie nocnym do którego wsiadłem siedział menel.

Menel śmierdział a wychodząc z autobusu chyba zrobił kupę.

Smród roznosił się po całym Ikarusie, a ponieważ menel (zanim wysiadł) siedział koło przegubu, reszta pasażerów uciekła i skupiła się albo z przodu - koło kierowcy albo z tyłu. Pootwierano wszystkie okna, wiele głów wystawało przez okno. Bezskutecznie! Przykry, skłaniający do wymiotów zapach w ogóle nie chciał wywietrzeć.

I wtedy zdarzyło się coś zupełnie nieprzewidywanego. Kolejny przystanek, wsiadają dwie młode kobiety, zajmując miejsce przy trzecich drzwiach, a więc stosunkowo blisko przegubu, każda w innym rzędzie siedzeń, naprzeciwko siebie - tak, że dzieli je korytarz, przestrzeń dla pasażerów stojących (których tym razem nie ma). Jedna jest bardzo młoda: wysoka, szczupła brunetka o nieco ciemnej karnacji, druga: nieco pulchna, niższa, z długimi, ufarbowanymi na czarno włosami związanymi w koński ogon. Autobus jedzie przez uśpione wieczorne miasto, przeciska się przez zaspane ulice, okrągłe reflektory rozcinają ciemność. A niepokojąca woń zaczyna docierać do nozdrzy dwóch nowych pasażerek. Początkowo nie wierzą, marszczą nosy, rozglądają się i zauważają że pozostali pasażerowie zasłaniają twarze czym kto ma - chustkami, rękawami.

Dziewczyny po chwili wahania nie wytrzymują i wkraczają do akcji. Wymieniają porozumiewawcze spojrzenie -  postanawiają użyć swoich tajemnych środków. Jescze jedno spojrzenie i w jednym momencie wyciągają po flakonie perfum. Spryskują najpierw same siebie, potem siebie nawzajem. Później wstają i zaczynają rozpylać pachnącą mgiełkę dookoła. Cóż to za zapach! Zaiste nieziemskie wonie. Chwilę trwa, zanim rozchodzi się po całym wnętrzu, stopniowo osłaniając i wypychając duszący biologiczny smród. Pasażerowie powoli odejmują ręce od twarzy, zdejmują kaptury, apaszki, zaczynają wdychać aromat, który omamia, upaja, rozpala. Dwie wróżki stoją i nadal rozpylają magiczne pachnidło... I co się dzieje - podróżni owszem, ściągnęli apaszki, bluzy - ale wcale na tym nie poprzestają! Zaczynają się rozbierać, obejmować, wąchać, całować. A wróżki stoją i pylą... Młody brunet podchodzi do korpulentnej kobiety i zaczyna ją całować. Wysoki mężczyzna z tyłu bierze na kolana młodą dziewczynę w welurowej spódnicy, spódnicy, która leży już na ziemi. Dwóch dresiarzy przytula się i głaszcze. Wreszcie wszyscy rzucają się na siebie w zapachowym zapamiętaniu, przód autobusu na tył, zaczynają się obejmować całować i jeszcze, i jeszcze, wreszcie lądują na ziemi i zaczynają się kochać. Po przykrym zapachu nie ma ani śladu, w powietrzu unosi się jedynie coraz lżejsza woń magicznej proweniencji.

Co się stało? Zszokowany zauważam że jest przystanek. Most Poniatowskiego. Wysiadam za tajemniczo uśmiechniętymi wróżkami (które, wydaje się, nie wysiadają, lecz lekko odpływają z autobusu) próbuję je dogonić lecz są kilkanaście metrów przede mną. Zapalają imbirowe papierosy w długich kościanych fifkach i nikną w kłębie dymu. Autobus odjeżdża. Wciąż oszołomiony siadam na krawężniku.

Budzi mnie klepnięcie w prawą łopatkę. Nachyla się nade mną obszerny kanar - Proszę bilet !

 

 


23:46, stanwewnetrzny
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 07 września 2009
Dwóch tańczyło

Jak już kiedyś pisałem, żywię dużo sympatii wobec różnych mniejszości. I mam ciepłe odczucia dla ciepłych uczuć w tych mniejszościach. I lubię zaglądać w okna. I idąc na rosyjską imprezę zajrzałem w okno, mieszkanie na parterze w wielkim bloku, dokładnie taka sama kawalerka jak ta, w której potem była impreza.

Zobaczyłem tam dwóch szczupłych, łysych mężczyzn około trzydziestki. Obaj byli wysocy, obaj nosili białe podkoszulki z długim rękawem. Stali naprzeciwko siebie i naraz zaczęli tańczyć. W parze. Chwycili się za ręce, jeden obrócił drugim, potem tamten pierwszym, zrobili pasaż, przytulili się, a na koniec pocałowali. Wrażenie zostało spotęgowane faktem, że cała scena odbywała się przy muzyce, której nie słyszałem (i której być może nie było). Całe moje spojrzenie w to okno trwało może 8 sekund, czyli o wiele dłużej, niż przeczytanie tego tekstu. I wrażenie też pewnie wiele mocniejsze.

 

 


12:34, stanwewnetrzny
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 września 2009
Piekarze z Grochowa

Stało ich trzech, ubranych na biało. Około 14-tej, kończyli pracę. Białe tiszerty, białe krótkie spodnie, białe skarpetki, białe czapki. W dodatku cali obsypani mąką. Dokładnie oprószeni. Jedynym ciemnym elementym były klapki - też zresztą oprószone. Ciała mieli blade albo... w mące. Żywo rozmawiali. O drobnych sprawach - urlopie, dzieciach. Jeden miał wąsy. To stanie było takie zwyczajne i takie piękne - przez tę zwyczajność.

I wtedy zrobiło mi się głupio, strasznie głupio. Bo - muszę się do czegoś przyznać - ja wtedy dopiero zaczynałem dzień. I do tej piekarni szedłem po drugie śniadanie. A w ogóle to miałem w planach napisać o tym, że ostatnio dużo piekę, smażę, zagniatam, gotuję i że jak szedłem ostatnio przez miasto, to byłem strasznie dumny z tego, że mam za paznokciami mąkę. I nagle poczułem że ta moja mąka za paznokciami jest po prostu żałosna, że chciałem z niej ulepić siebie i swoje ego, podczas gdy oni, piekarze, z mąki pieką po prostu - chleb.



 

20:59, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »