stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
sobota, 27 sierpnia 2011
Hydroxyzyna

Zacznij w końcu działać, wycisz mnie, znieczul, daj sen spokojny i głęboki,
mała, różowa tabletko.

 

czwartek, 25 sierpnia 2011
Zakrzywienie perspektywy

Wystarczy przejechać się na rowerze, starczy kilkadziesiąt kilometrów, by perspektywa uległa zasadniczej zmianie. Wystarczy zmienić otoczenie, ludzi, zmęczyć się, pościgać z czasem, pokonać wiatr, zalec na ławce pod wiejskim sklepem, porozmawiać z czarnoleskim pijaczkiem. Oto książka która wciągnęła na amen, naraz staje się nudna, Polityka, na którą czekasz co tydzień nie warta kupienia, weryfikujesz swoje przywiązanie do ludzi i miejsc (zwłaszcza jak nie za bardzo masz do kogo wracać), weryfikujesz mniemanie o sobie. Raczej na plus. Jak mawiał wieszcz: rower jest wielce okej. Chociaż czy taki dystans do wszystkiego tak naprawdę zbliża Cię do siebie?

 

 

 

Dotyk 2

Różne relacje miałem z kobietami ale najtrudniejsza jest przyjaźń. Najtrudniejsza w utrzymaniu. Przeważnie podszyta erotyzmem albo przynajmniej oparta na atrakcyjności fizycznej, prędzej czy później prowadząca do zaangażowania emocjonalnego typu damsko-męskiego.

Od jakiegoś czasu przyjaźnię (?) się z jedną dziewczyną która deklaruje się jako borderline, i że ma ADHD. Rozmawiamy o różnych sprawach, również damsko-męskich. O związkach (naszych), zasadach, które tym wszystkim rządzą, a zdarza się że i o penisach.

Ostatnio byłem z nią na plaży pod jednym z mostów i poprosiłem, żeby wskoczyła mi na plecy i zrobiła masaż kręgosłupa. Zgodziła się i wyszło dobrze. Jest lekka, więc mogła po mnie chodzić.

Potem zaprosiłem ją do siebie na obiad - bo nie jadła. Potem słuchaliśmy Komet i Niwei i leżeliśmy na łóżku i gadaliśmy. Gdy tak leżeliśmy na jednym łóżku, wydawało mi się ono ogromne, że jeszcze nie jedna osoba mogłaby się tam zmieścić. Czułem czyjąś bliskość, było mi dobrze. Owszem, to było jakoś erotyczne ale ustalenie granic zdało egzamin. Poprosiła, żebym ją przytulił - powiedziała jak chce. Potem ja poprosiłem żeby mnie pogłaskała.

Zadziwiające jak dużo mogą sobie dać dwie osoby. Na przykład zwykły dotyk - niby ciągle kogoś dotykamy, na powitanie albo w autobusie. Ale dotyk kogoś, kto chce Cię dotknąć tak, by Tobie było z tym dotykiem dobrze, to jest moc.

Leżeliśmy na tym ogromnym jak morze łóżku. Byliśmy jak szczeniaki, które się ze sobą bawią. Byliśmy zwierzętami. Czuliśmy nawzajem swoje zapachy. Potem ja wymasowałem jej stopy. Zszedłem z łóżka i położyłem się obok, to było za bardzo erotyczne, podnieciłem się. Ale gdy położyła się na mnie i leżeliśmy - ja na łóżku na brzuchu, ona na mnie na plecach. To było ciepło które przekazywaliśmy sobie nawzajem.

Szkoda, że dotyk jest kojarzony tylko z seksem. Szkoda, że nie mogę poprosić kolegi, żeby mnie pogłaskał (bo będę gejem) ani koleżanki żeby mnie przytuliła (bo pewnie zaraz będę chciał czegoś więcej albo będzie to uważać za zdradę chłopaka/męża). 

Dobrze, że są ludzie którzy łamią ten schemat, dobrze się z nimi znać.

 

 

 

16:18, stanwewnetrzny
Link Komentarze (5) »
sobota, 20 sierpnia 2011
Żałuję że nie byłem harcerzem

Może wtedy nie zgubiłbym się w lesie - z mapą i kompasem w ręku. A wydawało mi się, że mam dobrą orientację w terenie. Może byłbym spokojniejszy. Ale i tak udało mi się z tego lasu wyjść (poszedłszy na azymut). Mapę, która mnie zmyliła, umyślnie zostawiłem w samochodzie który mnie potem wiózł.

W ogóle to dziwne, że w poniedziałek rano błądziłem w beskidzkim lesie, a wieczorem jadłem hamburgery w pyrskim macu. Jeden z lepszych wyjazdów. Kąpiel nago w Wisłoku, orzechy laskowe z leszczyny rosnącej na brzegu same wpadały do ust. Naiwne śpiewanie i picie wódki przy ognisku. Historie mniejsze i większe. Różne sposoby życia. Życzliwi Ludzie.

Ciekawe czy to góry zmieniają ludzi (na życzliwych), czy może specyficzny typ człowieka jeździ w góry?

Pot, wysiłek i zmęczenie nie pozwalają na głupie myśli. Liczy się droga i cel. Sen i cisza. Dach nad głową. Jedzenie. Proste sprawy, proste strawy.

włóczykij muminki plecak karimata kapelusz natura las

Od czasu do czasu tego potrzebuję. Wychodzi ze mnie wtedy natura Włóczykija. Samotność mi nie przeszkadza. A czasem wychodzi na to, że zupełnie dobrze sobie radzę, także społecznie, że umiem z ludźmi normalnie rozmawiać (w tych pozytywnie nienormalnych warunkach), że podobam się kobietom.

Wysyłam do przyjaciółki - zresztą także poznanej w Niskim - kartkę z Rymanowa. Przepuszczam pks, czekam na następny, specjalnie, żeby się w tym miasteczku ponudzić. Trzy godziny to dość czasu. Chodzę wąskimi przesmykami, schodkami pnącymi się w górę z szacunkiem dla przestrzeni wspólnej. Jadę do Jaślisk. Cergowa, Iwla, Dukla. Zepsuty jestem przez kulturę i skojarzenia ze Stasiukiem.

Prawdziwe są chaszcze, błoto, potok, góra. Buki, trawy, głód i pot. Reszta jest w głowie a nie w rzeczy. Obserwowanie Perseid nic nie znaczy - jest ich obserwowaniem. Życzenia się nie spełniają.

Nie można jednak stale śpiewać sdm i kaczmarskiego (choć tam jest miejsce gdzie wypada i nie brzmi to kiczowato). Wracam do miasta, hałas, nie widać gwiazd. Znany grajdół i koleiny. Wpadam w nie. Ale wszystko się ustoi. Co przeżyłem to w głowie. Lekcja zaliczona ale praca domowa nieodrobiona. Zgłaszam nieprzygotowanie.

 

 

 

niedziela, 07 sierpnia 2011
Sierpiec

sierpc wierzba skansen chata chałupa mazowsze

 

 

poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Gra z Powstaniem - instalacja

Skoro są miejskie gry powstańcze, gry w Powstanie, gry o Powstaniu, a także gra się powstańcze piosenki i ich covery, to ja chciałbym zagrać Z Powstaniem.

Wymyśliłem taką instalację w przestrzeni miejskiej (to teraz bardzo modne). Mieściłoby się to w ramach tzw. sztuki krytycznej (też modne). Otóż w Warszawie dużo jest pamiątek po Powstaniu, m. in. odpryski po kulach/pociskach na różnych budynkach.

Instalacja polegałaby na (sztucznym) naniesieniu śladów po pociskach na budynki nowe, powojenne (których jeszcze podczas Powstania nie było), a także zupełnie współczesne, może nawet nowoczesne.

Proponowane budynki: PKiN, siedziba NBP, Rotunda, Hotel Forum, Metropolitan, wejścia do stacji Warszawa Śródmieście na osi Al. Jerozolimskich, Most Świętokrzyski, C.H. Wileńska, kościół dominikański na Służewiu, wybrane bloki na wszystkich blokowiskach. Ślady mogą być naturalnej wielkości lub przeskalowane.

Zero komentarza, po prostu z dnia na dzień pojawiają się ślady po kulach: jak wysypka, jak rany, jak wszechogarniająca gorączka. Bo przecież nie da się żyć w tym mieście nie stąpając po miejscach uświęconych krwią, nie odnosząc się, nie uczestnicząc w tym wszystkim. W sumie dlaczego żeby obejrzeć sobie ślady po kulach trzeba jechać aż do Śródmieścia bądź na Pragę? Trzeba przybliżyć te ślady ludziom, dostarczyć je w pobliże ich miejsca zamieszkania.

Drodzy artyści, do dzieła, sprzedaję wam ten pomysł i daję wolną rękę, nie zapomnijcie tylko zaznaczyć mojego autorstwa.


Kultura w lipcu 2011

Myślałem że będzie gorzej, a tymczasem co nieco obejrzałem i przeczytałem:

Filmy:

Mój najlepszy przyjaciel
Lucia i seks
Kukushka
Wygrany
Wszystko będzie dobrze
Złodziej samochodów

Cost of living

Książki:

Dukaj - Linia oporu
Edelman - Bóg śpi
Rejmer - Toksymia

Wystawy:

Choreografia ciał - Zachęta