stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
11:4

Myślę sobie, że dobrze czasem wygrać. W gałę. Raz na dwa lata, nie częściej. Żeby się w głowach nie poprzewracało. To dodaje wiary w siebie i wzbudza respekt przeciwników. Zwłaszcza, że przeważnie wynik jest odwrotny. Wojtek, Dziku, Foma - szacun.

 

 

 

17:11, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 sierpnia 2009
Dystych

Trzeba z żywymi naprzód iść

czy-li z trupami w grobach gnić?

 

 


16:08, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
Bezdomna, bezdomny

Między ulicami: Kijowską a Lubelską (już pachnie wschodem) znajduje się jeden z warszawskich dworców. Wschodni. Oczywiście, że Wschodni. Stacja początkowa dla pociągów jadących na zachód/południe i końcowa dla wielu innych.

Odprowadzałem matkę na pociąg. Potem poszedłem się przejść po dworcu. Wychodząc z jednego z przejść podziemnych, spojrzałem za murek. Zobaczyłem oświetlony plac gospodarczy, który służy do rozładunku towarów dla potrzeb infrastruktury usługowej oraz do wywozu śmieci. Stały tam trzy kontenery, walało się kilkanaście worków z odpadkami. Na rampie rozładunkowej siedziała kobieta, która, mówiąc do siebie, ogryzała wyrzucone kości i wyjadała resztki z dworcowych barków (a resztki z barków ze Wschodniego to nie są luksusowe resztki z restauracji śródmiejskich, czy nawet przyzwoite z Centralnego - zresztą, co ja mogę o tym wiedzieć). Innymi słowy zjadała odpady cywilizacji. Uderzył mnie ten widok, bo w jednej chwili zobaczyłem w niej samego siebie. Bo względy i powody, dla których zostaje się bezdomnym są możliwe do spełnienia dla każdego. I nagle tam przy tych śmietnikach siedzę ja - i ze smakiem zjadam nieogryzione kości kurczaka najgorszego dworcowego sortu. I widzę siebie, który mi się przygląda zza murka. I mówię do siebie, bo przecież tamtego mnie to wcale nie obchodzi, bo tamten za murkiem ma gdzie spać, co jeść i dokąd pójść. I potem jeszcze o tym napisze. Więc mówię głośno, choć nic to nie zmieni, nawet gdybym krzyczał i mówił do niego, do tamtego za murkiem.

Biorę głębszy wdech, wciągam do płuc śmieciowy odór, który w innej sytuacji pozwoliłby mi przeżyć.

Idę dalej. Spotykam innego bezdomnego, który szczerze prosi o pieniądze na wódkę. Daję mu garść drobnych. Jest ślusarzem - spawaczem i nie może znaleźć pracy - odkąd wyszedł z więzienia. Mówi że z wpisem BZ w dowodzie nikt go nie chce zatrudnić. Na tym dworcu czeka na lepszy czas od siedmiu lat.




10:21, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »
środa, 26 sierpnia 2009
Rzyg informacyjny

Właśnie. Trudno nawet uporządkować myśli. Bodźców jest tyle, że przestaję je przyswajać. Przy takim ich nagromadzeniu tracę ponadto możliwość oceny informacji a nawet rozumienia.

Już Kępiński pisał o metabolizmie informacyjnym. Nadmiar bodźców jest nie do przetrawienia przez układ nerwowy. Pożeram i połykam bodźce, niezliczone ich ilości. Są też we mnie wmuszane. Obserwuję, że nadmiar powoduje (dokładnie jak w przypadku jedzenia) wymioty. Rzygiem w tym wypadku jest obniżony nastrój.

Jeden z kluczy do melancholii znaleziony.

Znaleziony?

 

 

 

12:16, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 sierpnia 2009
Pierwszy powód chodzenia boso po mieście

- Buciki obtarły, co ? - zagadują mnie dwie podchmielone dziewczyny,

- Nie.

- To dlaczego bez ?

- A po co z ?

Wczoraj miałem ochotę zdjąć buty. I zdjąłem.

Drogę z Rozdroża przez Nowy Świat aż do autobusu nocnego i domu przebyłem boso. Bo miałem ochotę. Zdaje się, że potrzebowałem też stymulacji podeszwy.

Mógłbym jeszcze napisać, że jest to kontestacja miasta ale... właściwie jako freak też jestem jego (miasta) częścią. I przede wszystkim było to przyjemne i przekora była tu akurat wtórna.

 

 


11:01, stanwewnetrzny
Link Komentarze (5) »
czwartek, 20 sierpnia 2009
Prawie jak murale

gfaritti jelenia góra murale napis kurwa huje skurwysynie

 

 

 

18:08, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
Pocztówki

Lublin: heteryk jak heretyk na gejowskim wieczorze przy wódce.

Niebylec: sala w domu ludowym, obita drewnem, wystrój z lat 70-tych. W menu m. in. Żur w szklance solo (200g): 1,50 zł, Piwo Lejżajsk lane: 3,50 zł, pierogi ruskie 10 szt.: 3,60 zł. Skręcam papierosa, zapalam. Miejscowi emeryci, robotnicy, młodzież zamawiają jedzenie i obowiązkowo piwo. Dwóch dziadków siedzi półtorej godziny przy jednym browarze. Palę. Czuję się jak jakiś Stachura. Ale w swoim podróżnym stroju jestem dla nich tylko obcym, ta myśl przemyka mi przez głowę ale nie przejmuję się nią.

Domaradz: mój najcięższy wyrzut sumienia, stoję i łapię stopa, a piesek z naprzeciwka, który chce do mnie przebiec przez szosę, ginie pod kołami rozpędzonego TIR-a. Chcę jak najszybciej stamtąd odjechać.

Równe: udało się szybko złapać stopa, zatrzymaliśmy się, jestem tutaj, palę papierosa z kierowcą - chłopakiem młodszym ode mnie, który zawiózł mnie o wiele dalej niż jechał, rozmawiamy o życiu, kobietach.

Dukla: nie ma tu Stasiuka ani Jana z Dukli. Ani kierowców którzy chcieliby mnie podwieźć. Myślę nocować pod wiatą przystankową.

Jaśliska: już ciemno, przede mną dwie godziny przez góry.

Polany: jestem. Wydaje mi się że ostatni raz. Gitarą i piórem. Piwo, wódka, ciasto, śpiewanie. Nie śpiewam, bo wydaje mi się to naiwne. Dystansuję się.

Polany, Ja: dużo śpię, zredukowałem czynności do minimum. Śpię, chodzę na strumyk, jem, rozmawiam, zaczynam śpiewać. Potem medytuję (raz), chodzę do sklepu, gotuję, poznaję ludzi, idę z nimi na wycieczkę. I myślę, że taka bezpretensjonalna naiwność jest mi potrzebna. Nie ma tu prądu, zasięgu w komórce, nie ma nic. Jestem ja, są gwiazdy. Są inni, których naprawdę można spotkać. Nie: minąć się z nimi. Tak, potrzebuję tego.

Powrót: nie mam do czego wracać, nie mam spraw ważnych ani nieważnych, nie mam potrzeby korzystania z internetu ani umycia się w ciepłej wodzie, coś zaczyna mnie gnać. Są jeszcze naa szczęście dobrzy ludzie. I nie mam ochoty tłumaczyć, co znaczy "dobrzy".

 

 


11:20, stanwewnetrzny
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 03 sierpnia 2009
Polityka histeryczna

 

Jeżeli nasze społeczeństwo dzieli się według typologii Jarosława Kaczyńskiego na tych z AK i pozostałych, to ja jestem w tych pozostałych, bowiem 1-sierpnia nie świętowałem rocznicy Powstania Warszawskiego. Wyjechałem nad Zegrze, aby tam smażyć się nad wodą i smarować olejkiem plecy koleżanki.

Bo zdenerwowałem się, że Powstanie zaczyna się świętować już w jego wigilię, czyli 31-go, w związku z czym zamyka się pół miasta, w związku z czym spóźniłem się na dość ważne spotkanie. Bo rozumiem, że społeczeństwo musi się karmić (i być karmione) jakimś mitem ale ja mam już dosyć tych wyzwoleńczych mitów i w sierpniu chcę widzieć lato, a nie zapowiedź klęski.

Żeby nie było - mam wielki szacunek dla powstańców jako patriotów, wzruszają mnie losy młodych ludzi, którzy widzieli sens w sprawie narodowej, patriotycznej - ba, nie bali się oddać za nią zdrowia czy życia.

Tylko, że gdy historia zaczyna się walić na teraźniejszość, pojawia się problem. Kiedy historia zaczyna utrudniać życie, to jest już duży problem. Skoro bowiem są "ci z AK" (którzy świętują rocznicę Powstania) "ci inni", to podział zarysowuje się bardzo ostro. Bo przecież każdy ma prawo tę rocznicę świętować lub nie. Odrzucić wzruszenia lub się im poddać. Karmić się tym mitem albo ustosunkować krytycznie.

Czytam teraz bardzo ciekawą książkę Łubieńskiego Bić się czy nie bić, która analizuje powstania i zrywy narodowe w XIXw. pod kątem ich oddziaływania, przemyślenia i sensowności (także militarnej), myślę że lektura godna polecenia właśnie w tym sierpniowym okresie.

Zresztą z Powstaniem Warszawskim sprawa ma się dość komicznie, bowiem stało się ono glamour i w ogóle częścią kultury masowej. Nosi się koszulki z napisem "44", na fejsbuk wstawia logo Polski Walczącej, organizuje się okolicznościową Masę Krytyczną, wszystkie telewizje nadają obszerne relacje a nawet... odbyła się dyskoteka z okazji rocznicy, co już zakrawa na groteskę.

Wracając do podziału na "tych z AK" i "pozostałych", przemyślałem sprawę. Dziękuję, ale  jednak stawiam się poza tym podziałem. Tylko czy wtedy nie stoję tam, gdzie stało ZOMO?

 

 

 

00:50, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »