stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
sobota, 24 lipca 2010
Na wywrót

Dziś w centrum Wileńska widziałem Wietnamczyka. Ubrany był w... mundur amerykański z czasów wojny wietnamskiej. Pełen rynsztunek, wraz z kamizelką, czapka z epoki i naszywka U.S ARMY. Szpieg, dandys, prowokator czy idiota?

Nic mnie już nie zdziwi.

 

 


01:31, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 lipca 2010
Pizza i Mozart

W takiej właśnie kolejności. Razem - 26 zł. Pizzę zjadłem w promocji, na taki mały odrywany z blankietu kuponik, znaleziony kiedyś w skrzynce pocztowej. Kuponik upoważniał do zakupu małej pizzy za 6 zł. Wobec powyższego, wiadomo już ile kosztowała wejściówka na Mozarta.

Pizza była smaczna, a Mozart mi się podobał. Opera. Czuję wprawdzie, że cofam się jeśli chodzi o edukację muzyczną i obycie, zaś forma opery jest dla mnie mniej więcej tak odległa i hermetyczna, jak teatr kabuki, ale (przynajmniej w pierwszym akcie) chłonąłem wszystko. Bo to pierwszy od dawna raz w operze, a nigdy nie wiadomo czy nie ostatni. Klaskałem kiedy trzeba było klaskać, nie znając włoskiego uśmiechałem się, gdy trzeba się było śmiać. Taka konwencja. W sumie bez oporu się jej poddałem. Treść opery (przeczytałem sobie wcześniej streszczenie - na szczęście!) banalna. Ale nie o treść tu chodzi.

O co więc chodzi? Pewnie o muzykę. Trochę. O geniusz Mozarta. A już najbardziej, to o podbudowanie ego, co mi się akurat nie udało. Wyszedłem z opery smutny, że byłem tam sam, jak zwykle sam. Potem chodziłem po mieście, szukałem człowieka.

I tak, między pizzą a Mozartem upłynął mi dzień. Nie, nie zrobię z tego żadnej metafory mojego życia. Zarówno na pizzę, jak i do opery chodzę rzadko. Jedząc junkfood mam wyrzuty sumienia, nie chodząc do opery czuję się winny - ale i tak jestem już stracony i ignorant.

Zwłaszcza że wcześniej czytałem Rozprawę o metodzie. Z której nie zrozumiałem nic.

 

Cosi fan tutte mozart warszawska opera kameralna wejściówka festiwal mozartowski

 

 

 


00:43, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 lipca 2010
Nie będę żałował

Nie to nie. Spierdalaj. Nie chcesz, to nie. I chuj.

Fuck, fuck.

Zdecydowałaś.

Nara.

 

 


00:41, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 lipca 2010
Pies daje energię

A właściwie suka. Bo się psem (suką) zajmowałem. Za pieniądze. Czyli byłem dogwalkerem. I przełamałem bariery międzygatunkowe: nie lubiłem psów - a polubiłem. A suka polubiła mnie. I w ogóle: zauważyłem że teraz psy jakoś przychylniej psię do mnie odnoszą.

No i chodziłem trzy razy dziennie na spacery. Właściwie chyba tylko do takich prostych prac się nadaję. Dogwalker, dogsitter. Sadzacz kosodrzewiny. Monter bagażników rowerowych. Ogniskowy zapiewajło. Dobre i to. Błyskotliwie buduję ścieżkę kariery.

 

pies suka gończy polski

 

 

 

12:07, stanwewnetrzny
Link Komentarze (5) »
czwartek, 15 lipca 2010
Grube szkło

A gdy spotkasz się już ze znajomymi, odbędziesz poważne rozmowy z przyjaciółmi, otrzymasz komplementy od kobiet, obejrzysz w miłym towarzystwie ten film i tamten, gdy już odwiedzisz kochanki, zjesz obiad z rodziną, to na końcu i tak, i tak z tym wszystkim zostajesz sam. Zawsze sam. Wchodzisz pod stół, zwijasz się w kłębek i łkasz. Albo wyjesz, jak masz więcej siły. I zastanawiasz się: kto tu postawił te jebane kuloodporne szyby, które tak znakomicie izolują? Ciebie od nich. Ich od ciebie. Kto włożył cię do tego szklanego pudełka? Widać stąd dobrze, słychać gorzej. Zapachy nie dochodzą wcale, a dotyk jest zupełnie niemożliwy. Myślisz, wiesz to - zostaniesz tu na zawsze.

Sam. Tak napawdę - zawsze sam.

Co by się nie działo.




02:36, stanwewnetrzny
Link Komentarze (5) »