stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
środa, 29 lipca 2009
Chłop w wielkim mieście

Dziś widziałem takiego w autobusie. Nie wiem dlaczego, ale człowieka ze wsi można rozpoznać w mieście dość łatwo. Jest jakiś zestaw cech, które stanowią o chłopie. Moim zdaniem są to: okrągła twarz, niekiedy wąsy, ubiór schludny lecz dobór garderoby typowo z bazaru, buty - pantofle nie pierwszej młodości, w każdym wypadku skarpetki, najczęściej z tworzyw sztucznych (chłop nie wzuje buta na gołą nogę), czerstwość, rumianość, otyłość brzuszna, duże dłonie, grube palce, tani perfum. I doprawdy nie wiem, dlaczego u mieszczucha koszula niewpuszczona w spodnie znamionuje luz, a u chłopa - zaniedbanie.

Babę w wielkim mieście też łatwo rozpoznać. Przede wszystkim jest zaniedbana, wygląda na więcej lat, niż ma, nie farbuje włosów, więc są siwe (lub farbuje na blond, rudo i onduluje), nosi - analogicznie - skarpetki lub rajstopy - bez skarpet lata tylko w kapciach po podwórku w największe upały, ma zauważalne braki w uzębieniu, nosi zbyt pstrokate spódnice (rzadko sukienki), NIGDY nie zakłada okularów słonecznych, a i optyczne nosi rzadko.


Amen




20:56, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 lipca 2009
Jak nie zostałem naturystą

Myślę - nad Wisłę, a co! Do Miedzeszyna. No tak, ale tam goli, golizna, golasy, naturyści, nudyści. Nic, jadę. Na rzekę popatrzeć, poleżeć. W ciszy słońca. Cisza uderza. Naturyści są rozebrani ze słów. Snują się bezładnie. W ciszy. Tylko jeden, podpity, słucha w słuchawkach radia i śpiewa. Złote przeboje komponują się z opalenizną. Żeby dostać się na ścisłą plażę trzeba przejść bród. Nie tak łatwo, nie tak płytko. Rozbieram się z koszulki, spodni, butów ale nie chcę iść nago. Rozbieram się do majtek. Nikt tu, kurwa nie będzie mnie oglądał. Bród jak na bród jest dość głęboki ale ja na szczęście - wysoki, gacie mi się nie zamaczają. Na plaży cisza jeszcze większa. Z drugiego brzegu słychać bzyczenie zabawkowej motorówki. Nikt się niby nie przygląda. Nikomu. Niby. Niedoskonałe ciała, fałdy, brzuchy cellulit. W tej niedoskonałości jest coś pięknego ale i perwersyjnego. W piasek wbite nagie gałęzie, wypłukane deski. Totemy naturyzmu, nudystyczne axa mundi. Jeden naturysta przytomnie mówi drugiemu - patrz, zupełnie jak Hasior. I znów zapada cisza.

 

 

 

 

13:39, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 lipca 2009
Upalna aura w mieście

Rozumiem, że jest lato i że latem temperatura się zmienia...

 

Rozumiem, że jak jest lato, to muszą być upały...

 

Myślałem że żyjemy w klimacie umiarkowanym i do dziś...

nie wiedziałem, że żyjemy w tropikach.

 

latem temperatura się zmienia żywiec gocław billboard upały warszawa

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

21:16, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 lipca 2009
Zawód: statysta

Przymuszony potrzebą finansową wybrałem się dzisiaj na plan zdjęciowy jako statysta. Praca statysty to dziwna praca. Z kilkunastu godzin, większość spędza się na byciu w gotowości. Pracuje (gra) przez 10-30% czasu.

Zresztą jeśli ktoś był na planie filmu/serialu/show, to wie, o co chodzi.

Płacą mało, np. dziś moja stawka godzinowa wyniosła 4.90 PLN za godzinę. Przez większość czasu czytałem książkę, próbowałem spać albo słuchałem rozmów innych statystów. Otóż okazuje się, że większość z nich to statyści zawodowi. W więkoszości ludzie prości, ale ambitni - z parciem na szkło. Panowie którzy mówią "czyly" zamiast "czyli", panie, które oprócz statystowania chodzą na badania marketingowe, jednocześnie będąc na rencie. Specyficzne towarzystwo. Wszyscy raczej się znają, chodzą na plany zdjęciowe. Matki z dorosłymi córkami, matki z dziećmi, odpicowane dziewczyny. Typowy dialog wygląda tak:

 

- O, cześć Wiesiek (Wicek, Władek) - jak tam było wczoraj w "Niani" ?

- W porządku Krysiu (Zosiu, Bożenko), grałem robotnika, Kot podał mi rękę, bardzo przyjemny człowiek

- No ja wczoraj miałam nagranie w Klanie, katering był beznadziejny i trzymali nas cały dzień

- Tak, ja w Klanie byłem pięć lat temu i wtedy Stockinger się potknął (śmiech), ostatnio gram w reklamówce garnków a kylka dni temu wróciłem z Egyptu, no mówię Ci jakie tam światełka, plaże dyskoteki, ludzie z turnusu mnie rozpoznawali, no cud, Warszawa niech się schowa.

(itp. itd)

 

Środowisko jest zaiste specyficzne, ale jeszcze bardziej specyficzne jest środowisko filmowo-szołbiznesowe. Są to ludzie zblazowani, ubierający się z wymuszoną niedbałością, z zachrypniętymi od palenia głosami (bo palą bez mała wszyscy). Czapeczki, koszulki z tęczą, trampki, okulary, zmierzwione włosy - w odróżnieniu od statystów, którzy jak jeden mąż ubierają się schludnie i porządnie. Może przez tą porządność statyści są traktowani (przez tych nieporządnych "artystów" czy raczej robiących w kulturze) jak ludzie drugiej kategorii? Statystów się przesuwa, nie informuje, każe czekać w nieskończoność, daje gorszy obiad, a potem wymaga aby wykazywali entuzjazm, radość i pełnię energii.

Taka to praca. Zaś środowisko statystów -ciekawe i niedocenione. Myślę że godne reportażu.

Epizod statysty pozwala na te oraz inne cenne obserwacje. Otóż polecam każdemu, kto interesuje się filmem choć raz się w to zabawić.

Dopiero bycie na planie uświadamia jak ciężką pracą jest film. Ilu wymaga starań, ustawień, drobiazgów, ludzi, sprzętu, energii (także elektrycznej), obiektów, samochodów, plenerów, rekwizytów itd. Samych ludzi od ustawiania lamp, blend, zaciemnień było kilkunastu. Kolejnych klikunastu od kamer. Nie mówiąc o filmie w filmie czyli dokumentalistach i fotosistach.

I wszystko to na co? Na rozrywkę. Na artefakt właściwie niepotrzebny. Na kolejną komedię romantyczną albo serial. Albo słaby polski film.

Zastanawiam się na ile etyczne jest wykładanie na to pieniędzy. Czy gości od świateł nie mogłoby być o połowę mniej? Czy trzeba zatrudniać gwiazdy? To jest rynek, rządzi tam pieniądz i oglądalność. Nie powiem, statyści też się z tego - oprócz renty - utrzymują.

Chciałbym, by choć trochę rządził tym widz-odbiorca (tzn. ja).

Zatem biorę pilota, naciskam , przez chwilę widzę zastygłych: Karolczaka, Trzmudę, Liszczowską, Małaszyna oraz reżysera V. w różowym polo. I nie żal mi ich. Środkowym palcem szukam na pilocie czerwonego przycisku, wyłączam.

Uff.

Telewizor oddaję na elektrośmieci, a do kina to ja panie, nie chodzę, a już zwłaszcza na polskie filmy.

 

22:24, stanwewnetrzny
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 lipca 2009
Zejdź z tego drzewa, pedale !

W ciągu ostatniego tygodnia dwukrotnie zostałem wyzwany od pedałów. W obu wypadkach przez kobiety. Raz przez jakąś młodzież w czarnym samochodzie, raz na przystanku autobusu nocnego przez praską 30-tkę.

W obu przypadkach moją "winą" były wąskie spodnie i czerwona kurtka. I to że szedłem po ulicy/stałem opierając się o drzewo.

Nie wiem, czy to ma dać mi do myślenia?

I dlaczego słowo pedał stosowane jest jako inwektywa?

 

 

 

11:42, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 06 lipca 2009
Senni dopisywacze

Śniło mi się że ktoś zdobył moje hasło do bloga i wkleił swój tekst. Mocno to przeżywałem i stwierdziłem że trzeba będzie porzucić pisanie bloga, aby nie ponosić odpowiedzialności za nie swoje słowa. Co tam, blogów można mieć przecież niezliczoną ilość a porzucenie pisania nie niesie żadnych konsekwencji. Chyba.

Wątpliwe jest nawet to, że przyczynia się do mnożenia bytów ponad miarę. Przy okazji mam pytanie do filozofów - ontologów - jaki status bytowy ma blog? Czy wytwarzanie nadmiaru bytów elektronicznych jest dobre? Fenomenologowie też mogą się wypowiedzieć.

 

 

 

Tagi: sny
12:26, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 lipca 2009
Pokolenie MJ

Michaelowi Jacksonowi, jak mało komu, śmierć nie wyrządziła wielkiej krzywdy, bowiem Michael Jackson, umarł już dawno. Lub inaczej - unieśmiertelnił się. A jeśli ktoś się unieśmiertelnia, to i błahy fakt śmierci nie jest w stanie mu zagrozić.

Dla mnie nie żył przynajmniej od czasów po Black or white. Tzn. odkąd nie stworzył niczego istotnego dla jego nie-fanów i nie-znawców a dla zwykłych konsumentów kultury masowej. Jego łabędzim śpiewem był proces o molestowanie, to był ostatni mocny akcent.

No i oczywiście - śmierć. Równie medialna, równie łzawa i wywołująca szum w sezonie - jak by nie było - ogórkowym.Cytując Rojka: Odurzony Piotruś Pan/Książe życia umiera sam.

Trąbi się o tej śmierci na prawo i lewo, ludzie płaczą, na pogrzeb Jacksona mają przyjechać setki tysięcy ludzi, zaś na placu przy metrze widziałem fanów, którzy mówili o śmierci ich idola łamiącym się głosem, w klubach czci się jego pamięć pożegnalnymi imprezami.

Czyżbyśmy byli świadkami narodzin pokolenia MJ '09?

Jeżeli tak, to widać jak na dłoni, na ile media są w stanie wykreować dowolne pokolenie.

Michael Jackson był symulakrum, tak naprawdę nie istniał, istniał specyficznie- jako wydarzenie, projekt, dzieło. Dość ciekawie choć moim zdaniem zbyt płytko pisze o tym Tygodnik Powszechny .

A fani krzyczą, wyzywają Vargę, plują że nie, że zmarłemu należy się szacunek i nie można po nim nie płakać.Tak się rodzi owo pokolenie MJ 09.

Chyba najbardziej mnie śmieszy ta histeria, zaperzanie sie, że nie - nie operował się plastycznie (a przynajmniej nie tyle razy, jak się to mówi), nie wybielał (to choroba), nie przemontowywał ciała. Dla tych ku namysłowi - choć wiele to nie pomoże - filmik:

 

 

Otóż Michael Jackson, nawet jeśli wyblakł samoczynnie, a nos zwęził mu się po inhalacjach tlenem, pozostanie królem popu i będzie budził emocje.

Na pewno udało się jedno - stworzyć pokolenie. Przynajmniej na kilka tygodni. Kaska się posypie, płyty już wykupione a ja dalej będę tańczył przy ABC - do re mi i uważał że bas w Billie Jean jest genialny.

A to, że Michael tańczył, śpiewał, pisał muzykę i teksty (!) czyni go na tle współczesnych wykonawców pop osobą wyjątkową, nieśmiertelną.

I - niech tam - przez tydzień mogę nawet należeć do pokolenia MJ 09.

 

 


Tagi: kultura
16:19, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »