stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
niedziela, 30 maja 2010
Kierowcy TIR-a z radnym z Kętrzyna szpitalne rozmowy

o wyborach:

- Kaczyniak wygra, to pewne

- Aha?

- Ludzie muszą na niego zagłosować, bo jak nie, to niechby

- No pewnie

-Tutaj kradzione jest wszystko, oni tam kradną, a człowiek zwykły to co. Jest tam rodzina obok, u mnie, co dostają dwadzieścia złotych zasiłku. Dwadzieścia złotych! A wie pan, oni tam mają te diety i jeszcze pieniądze na prowadzenie biura i w ogóle to kradną. Także Kaczyniak musi wygrać. On jeden chyba tylko uczciwy, bo panie, to tak nie może być


o odżywianiu:

- Teraz to nie wiadomo co oni do tego jedzenia dodają. Chemia sama

- Tak, wie pan, u siebie jak się je, to co innego. Teraz wszystko mam z własnego ogródka, bo kupne- wprost szkoda mówić

- No, wszystko jak z naturalnych tych.A jeszcze swojskie to całkiem! I przynajmniej na pewniaka jest, z pewnego źródła przynajmniej. Jak człowiek słój otworzy to wie co tam w środku ten


o sensacjach:

- Albo jak ruskiemu w płucach choinka wyrosła? Głośna sprawa to była. W lesie mieszkał - i niby świeże powietrze - a też zaszkodziło. Choinka, normalnie - zapyliło faceta. Ale że to szło! Przecież tam ciemno. Ale z drugiej strony warunki eleganckie... Tlen. Wdech - wydech, wdech - wydech

- Może to paproć była? Paprocie są cieniolubne

- Niesamowite cholerstwo to jest

- A ten pan tam siedzi i tylko zapisuje co mówimy




16:08, stanwewnetrzny
Link Komentarze (2) »
wtorek, 25 maja 2010
Poszerzenie pola

Kolega Gaweł poznał dziewczynę i był u niej w domu. Opowiada mi, że jej współlokatorka studiuje psychologię, i że podobno tak go przepytała, tak go wymaglowała że czuł się jak na teście w gabinecie. Pytała go o zainteresowania, plany, potrzeby. I nie wiem, czy to przesada ale gdyby tak było, to przecież jest zupełnie banalne. Psycholog (niech będzie, przyszły psycholog), który zadaje głębokie pytania. Geograf, z którym rozmawiasz głównie o ukształtowaniu terenu przed klatką schodową. Historyk, który siedząc na wersalce rozprawia głównie o traktacie wersalskim. Nuda. O ileż ciekawszy jest lekarz opowiadający o urządzaniu wnętrz, architekt mówiący z pasją o psychologii, czy filozof interesujący się zagadnieniami technicznymi.

Zresztą, to jest też kwestia perspektywy. Niektórzy (wydaje mi się że mój kolega Gaweł do nich należy) chcą postrzegać świat w miarę uporządkowany. Czyli np. skoro ktoś jest psychologiem, to jasne, że magluje cię na okoliczność bycia normalnym, sprawdza czy się nadajesz dla koleżanki. Jak ktoś skończył ASP, to pewnie będzie chciał rozmawiać o obrazach. Pedagog z wykształcenia musi lubić dzieci, a lekarz - być altruistą. Czyli: (po)byt na danych studiach określa świadomość rozmówcy.

Przypominam sobie spacer z K. po poznańskiej Cytadeli. K. z wykształcenia jest mikrobiologiem. Po błyskotliwej karierze badawczej wraca do rodziców i żyje z oszczędności. Gdy rozmawiam z nim, rozmawiam już z filozofem. Zaskakuje mnie swoją wrażliwością i głęboką interpretacją świata. Tłumaczy mi funkcjonowanie danych genów w komórce pod względem funkcji i robi z tego metaforę świata (skoro w biologii sprawdza się dane geny pod kątem ich celowości poprzez ich wygaszanie i konstruowanie "mutantów", to czemu nie pomyśleć tak o naszym, ludzkim świecie - konkluzja jest taka, że po coś jesteśmy, choć jeszcze nie wiadomo po co). Wyjaśnia mi też smutną wymowę rzeźby Abakanowicz, jako humanista czuję się zawstydzony. Głębokość jego odbierania i odczuwania świata jest dla mnie zupełnie niezwykła.




10:35, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
Balony, kulki i węże

Są młodzi - ale też i dojrzali. Są ładni, wyglądają na wykształconych, niekiedy nawet na intelektualistów. Dobrze się ubierają. Kobiety i mężczyźni. Widuję ich na mieście - w autobusach, na ławkach przyulicznych, w parkach. Setki, tysiące. Często na kogoś czekają. Zawsze z komórką w rękach. Wpatrzeni w ekrany telefonów. Zaglądam im czasem przez ramię. Za każdym razem jestem w szoku. Nie piszą smsów, nie korzystają z mobilnego facebooka. Oni... grają. Obsesyjnie grają. I to najczęściej w węża, kulki, baloniki. Z wielkim zaangażowaniem. Czy to nerwicowe? Kompulsywne? Ale co oni kompulsują - wydają się przecież tacy ładni, zrobieni, wychowani, zdrowi! Bo przecież nie uwierzę, że grają bo takie mają hobby. O czym wtedy myślą? Czy zaklinają świat? Czy dzięki temu, że ktoś zawsze gra w węża, świat podtrzymywany jest w istnieniu? Czy walcząc ze spadającymi kulkami, chronią ziemię przed zagładą?

Potomsto ich - nieprzeliczone, armia tych, co pod własnym przymusem ratują światy już skrada się pod twoje drzwi, uważaj. Rozkazy przyjdą wkrótce. SMS-em.




09:56, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 maja 2010
Transsubstancjacja

Szum silnika starego tramwaju wpływał na mnie ożywczo po dłuższym pobycie w zamknięciu. Płocka, róg Wolskiej.

Usiadłem za nią. Już wcześniej zwróciła moją uwagę. Brązowe oczy, szatynka. Wysoka, zgrabne łydki, dobrane rajstopy. Duża torebka, duże okulary, buty na koturnie. Trochę wydęte usta. Prawie mój typ. Usiadłem i powąchałem. Mmm. Zapachniała pudrem, delikatnymi perfumami. Pomyślałem że mógłbym pocałować ją w szyję. Gdy siedziała, krótka sukienka odsłaniała jej uda, odsłaniała ściągacze rajstop. Pomyślałem, że obejmuję te uda. Albo one mnie. Podobała mi się, a może tylko podniecała?

Siedziałem za nią i patrzyłem na jej ciemnobrązowe, długie włosy. Patrzyłem na te różne odcienie brązu, gdy nagle - zauważyłem coś niepokojącego. Coś, co zakłóciło mi odbiór, zmieniło odczuwanie. Naraz przeobraziło tę dziewczynę. Zobaczyłem defekt. Feler. Szczelinę przez którą przesączyła się sztuczność. Wpatrując się w te brązy, zagłębiając w ich odcienie ujrzałem naraz kawałek materiału. Przyjrzałem się dokładniej. Było to coś w rodzaju opaski na włosy, założonej odwrotnie i ukrytej. Do tego doczepione włosy. I dziewczyna straciła cały swój urok. Dotarło do mnie, że jest zrobiona. Treska! Zaczęło mi przeszkadzać, że ma farbowane włosy, poza tym dojrzałem kilka siwych. Przyjemny zapach pudru błyskawicznie stał się nadmiernie lekarski i odpychający, a perwersyjnie łakome wydęcie ust wydało się brzydkim grymasem. Okulary zrobiły się za duże. W rajstopach zobaczyłem oczka, poza tym pomyślałem, że były są za grube, jak na tę pogodę. Perfumy zaczęły mnie dusić. Gdy sztuczna dziewczyna wysiadała z tramwaju, odetchnąłem z ulgą i obejrzałem się za nią. Tylko raz - by stwierdzić, że jest jednak za duża.




18:48, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 maja 2010
Wilgotny wieczór

Nie wszedłem, choć zapraszała. Wieczór był dość ciepły. Mgła. Kwitły kasztany. Wejdź na herbatę, mówiła. Potrzebowała mnie. Może tylko potrzebowała mężczyzny? Wcześniej się całowaliśmy, a ja (jak nigdy) nie miałem z tego niemal żadnej przyjemności. Powiedziała po tym, że pachnę kokosami. Nie wszedłem. Bałem się. Bałem się zbliżenia, w którym nie będę umiał się roztopić. A poza tym - to komiczna wymówka - naprawdę bolała mnie głowa.




21:59, stanwewnetrzny
Link Komentarze (4) »
Mrożek

Zagiąć mnie chciał. Wypytuje w tramwaju co to moim zdaniem jest metafora. Ja tłumaczę, że to wtedy, kiedy przenosi się znaczenie. A on w śmiech, że co ja pieprzę, że metaforę rozpoznać można tylko przy drugim czytaniu. Wysiedliśmy z tego autobusu, a ja się zawziąłem i postanowiłem zgasić dziada. Mówię: a kto, kolego, czyta coś dwa razy w dzisiejszych czasach? To co, znaczy że nie ma metafory? Aż przysiadł na chodniku. Skaranie boskie z tymi pisarzami, proszę mi wierzyć. Aha, i z kładzeniem się do spać nie czekajcie do świtu.




16:59, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 maja 2010
Cytrusy i ciastka cz. 2

Ruchome schody wiozły mnie stylowo pod Kolumnę Zygmunta. Ruszyłem pieszo w kierunku deGaullea.

Gdy się tak człowiek snuje po mieście, różne rzeczy mogą się przydarzyć. Różne myśli przychodzą do głowy. Reżyser Herzog twierdzi, że najlepsze pomysły ma, gdy łazi. Ja przeważnie podczas wędrówek obmyślam plany (z których, gdy przestaję iść, nic - nomen omen - nie wychodzi). Tylko czy snucie się i chodzenie to to samo? Podejrzewam że reżyser Herzog - jak to Niemiec - chodzi planowo. A nawet odbywa marsze. Ja bardziej łażę i się snuję.

Otóż tym razem snując się, trafiłem do kina. Idę, patrzę - festiwal filmowy. Wchodzę. Studenci z Łodzi mieli pokazy filmów. Dokańczali  festiwal Łodzią po Wiśle (przerwany żałobą narodową). Kiedyś koleżanka zwierzyła mi się, że gdyby miała pieniądze, to całe dnie spędzałaby w kinie. A ja czasem spędzam całe godziny w kinie, zupełnie bezpłatnie, a wszystko dzięki temu, że snując się, trafiam w odpowiednie miejsca, często przypadkowo.

...

To miasto mnie już męczy. W tym mieście każdy kamień mnie woła, każde miejsce z czymś mi się kojarzy, każdy zaułek, ławka, płyta trotuarowa krzyczą. Miasto oznakowane jest skojarzeniami, wspomnieniami, historiami prywatnymi i historycznymi, często też histerycznymi. Siatka zapośredniczeń, skojarzeń, symulakrów. Nie potrafię się od tego uwolnić. Nie umiem świeżym okiem spojrzeć na to miasto. Nie umiem być takim tam flaneurem (ładne słowo). Co robić, co robić?

...

Wyszedłem z kina po kilku godzinach, po kilkunastu filmach. Akurat, w sam raz. Idąc dalej w kierunku palmy, nie wiem czemu myślałem o D., że ją spotkam. To irracjonalne. Co bym jej powiedział? Czy mielibyśmy o czym rozmawiać? Jak by zareagowała?

Trakt Królewski był zamknięty, szedłem ulicą, mimo że większość przechodniów wolała chodnik. Jak zwykle czułem się jak odmieniec.

Zdążyłem na ostatni dzienny.




03:26, stanwewnetrzny
Link Komentarze (2) »
Cytrusy i ciastka

Dnie całe przesypiam. Dziś też. Skoro już się obudziłem późnym popołudniem, to postanowiłem pod wieczór skoczyć po słodycze. Najem się - myślę - najem się ciastek i samotnie spędzę resztę wieczoru objedzony cukrami. A dla zdrowia nakupię cytryn i pomarańczy.

W ogóle to wspaniałe, że teraz, gdy piszę pod wieczór, czyli powiedzmy mam na myśli godzinę 20-ta, to o tej godzinie jest jeszcze jasno. I będzie jeszcze lepiej.

Wracając do tematu: dokonawszy sprawunków postanowiłem poobcować z przyrodą, wyczytałem bowiem, że już 5 minut dziennie takiego obcowania uchroni mnie przed chorobami psychicznymi oraz niedomaganiami ciała. Najbliżej był Park Praski, w którym bywam rzadko, przeważnie latem na darmowych plenerowych pokazach filmów. Wszedłem w park i od razu odczułem chłód. W porównaniu z ulicą, było kilka stopni zimniej. Pachniało zielenią i wilgocią. Niektóre kwitnące drzewa pachniały nieprzyjemnie. Zbaczałem z wyasfaltowanych alejek, by poczuć pod sobą trawę. Powoli zaczynało się ściemniać a ja spocząłem na ławce, starając się wypatrzeć jakieś ptaki (co o dziwo mi się nie udało). Słyszałem tylko, jak śpiewają. Siedziałem nawet dłużej, niż pięć minut, wierzę że pomoże. W głowie zacząłem układać słowa piosenki - że coś tam chłód parku skłania do prztulania i dalej w ten deseń, tylko że reszty nie pamiętam bo nie zapisałem, oczywiście. A mam ambicję napisać słowa jakiegoś szlagieru, cholera.

Obserwowałem też. Obok: grupa młodych mężczyzn. Obok grupy młodych mężczyzn, na następnej ławce, grupa młodych kobiet. Gdy odchodziłem, grupy zaczeły się integrować.

W torbie miałem cytrusy i ciastka oraz sok brzoskwiniowy. Ruszyłem w kierkunku przystanku przy misiach.

 

 


02:56, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 maja 2010
Bądźmy dla siebie nikim

Bądźmy dla siebie nikim, weź odpierdol się. Nie istniejmy nawzajem dla siebie, traktujmy jak powietrze czy nawet mniej. Przestań mnie dotyczyć, przestań ode mnie chcieć.

 

 


10:05, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »