stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
środa, 22 kwietnia 2009
Do czego służą obwoluty ?

Nie lubię nadmiaru. Taki już jestem.

Asceta i minimalista.

Nie przepadam za obwolutami. Niby to część książki – lecz bez niej książka wcale nie traci na zawartości. Niby zdobi i urozmaica – ale nigdy nie wiadomo, co z nią zrobić. Spada to, zsuwa się przy lekturze, w końcu przeciera się i odpada. Z drugiej strony – często zawiera teksty dopełniające  wyjaśniające, względnie reklamujące daną książkę czy czasopismo. Trudno mi sobie wyobrazić serię Biblioteka Współczesnych Filozofów lub Bibliotekę Klasyków Filozofii bez charakterystycznych (odpowiednio) niebieskich i brązowych obwolut. Jestże więc częścią publikacji, czy tylko kwiatkiem do kożucha? A może (to teoria zgoła spiskowa) jest jedynie przestrzenią zarezerwowaną dla grafika (by dać mu zarobić)? Oczywiście, ten zagadkowy twór ma za za zadanie zdobić i chronić (na przykład przed tłustymi paluchami) ale – powiedzmy sobie szczerze – jakąż ozdobą jest powtórzony motyw okładki albo – co gorsza – recenzja danej publikacji. No i któż siada z brudnymi rękoma do lektury książek które te obwoluty mają - bo przeważnie są to książki lub czasopisma z wyższej półki (pomijam uwalanych smarem robotników zabierających się za Marksa).

Wszystko, co niepotrzebne, wycinam brzytwą Ockhama – tak też najchętniej zrobiłbym  z większością obwolut.

 

 

niedziela, 19 kwietnia 2009
Sen o Warszawie

Przyśniła mi się dziś Warszawa. Sedan. Koloru raczej niebieskiego, bądź granatowego. Zamierzałem ją kupić, kosztowała 2 tys. zł. Z racji mego wzrostu obawiałem się czy jest wystarczająco dużo miejsca za kółkiem.

Aha, była nowa, produkowały ją jakieś zakłady w Rosji, czy na Ukrainie - co budziło moje wątpliwości jeśli idzie o jej niezawodność i dostępność części zamiennych. 

Najgorsza była ta obawa - że się zepsuje, lęk że będę ją musiał naprawiać. I zero przyjemności z jazdy... Właściwie to nie pamiętam czy nią pojechałem. I czy ją w ogóle kupiłem.

 

 

Tagi: sny
20:35, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 kwietnia 2009
Doll talk

W pewnym klubie rozmawiam z pewną dziewczyną. Rozmawiamy o lalce (bo znalazła i przyniosła ze sobą). Przekonuję ją, że lalka istnieje też w (moim) umyśle jako idea i że jest to całkiem realna lalka.

- Jesteś z filozofii ? - pyta

- Nie, z Gocławia. - odpowiadam

 

 

10:34, stanwewnetrzny
Link Komentarze (3) »
piątek, 10 kwietnia 2009
Egocentryzm

Zarzucają mi egocentryzm, że jestem skupiony na sobie.

I że to jest złe.

 

Jednak coraz bardziej wydaje mi się,że gdybym nie mówił o sobie,

nie miałbym o czym rozmawiać.

A gdybym nie pisał o sobie, nie miałbym o czym pisać.

 

Lepiej jest milczeć - czy być egocentrykiem ?

 

 

09:42, stanwewnetrzny
Link Komentarze (3) »
czwartek, 09 kwietnia 2009
Niewielki post

W coraz mniejszym stopniu dotyczy mnie tzw. czas cykliczny i czas święty. Bożego Narodzenia nie świętuję, Sylwestra przesypiam, na Wielkanoc wyjeżdżam. Czy czegoś mi brakuje ?

Niespecjalnie. Raczej cieszę się, że mogę (bez obwiniania się) iść w piątek na imprezę czy zjeść mięso, nie muszę kupować prezentów ani cieszyć się, gdy ktoś mi je daje, mimo że są zupełnie nie trafione. Ostatnio przechodząc koło kościoła usłyszałem fragment drogi krzyżowej żeś przez krzyż i mękę twoją świat odkupić raczył i od razu zrobiło mi się lepiej, że nie muszę padać na kolana. Jedyne, za czym trochę tęsknię to Gorzkie Żale i ich ludowa rzewność (rozpłyńcie się me źrenice, toczcie smutnych łez krynice), malownicza dosadność (opoki się twarde krają, z grobów umarli powstają) a także przejmująca melodia.

Powiedziałby ktoś, że brakuje mi sacrum. Mnie jednak brakuje jakiejkolwiek spójnej estetyki. Tej luki nic współcześnie zastąpić nie jest w stanie. Chyba, że się mylę.

 

 

Tagi: religia
11:38, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 kwietnia 2009
O tym, jak nie pograłem w piłkę i nie pojeździłem na rowerze mimo że była przyjemna pogoda

Nie że nie chciałem. No bo to zrobiła się wiosna, śpiewają ptaszki, powietrze pachnie, pary się migdalą, powiewa ciepły wietrzyk. Jak tu nie uprawiać sportów, nie uskuteczniać rekreacji, nie dbać o siebie i ogólnie nie cieszyć życiem. Nie można, prawda ?

To i umawiam się z chłopakami że może by tak na piłkę, pograć, spotkać się żeby tak zupełnie wszystko się nie skończyło. Bo w zeszłym roku tylko ze dwa razyśmy grali, porażka w porównaniu do lat poprzednich, gdy grało się co tydzień prawie, i to po trzy godziny. Foma (prowodyr piłkarski) pisze że owszem, że tak, umówi chłopaków ale jego nie będzie bo wyjeżdża. Z Dzikiem umawiamy się tam, gdzie zawsze, w samo południe. Dzik się spóźnia ale ma piłkę. Drugi i Dziad nie przychodzą. Hm. Gramy, czy nie ? Po boisku uganiają się młode wilki i jest ich dużo. Za dużo. Czyli ciasno, a my tłoku nie lubimy. Nie wepchniemy się. Sprawdzamy jeszcze jedno boisko - też kicha. To idziemy na kurczaki - tzn. ja biorę kurczaki a Dzik piwo i czipsy krewetkowe. Urozmaiceniem pobytu w chińczyku jest spotkanie Sławka Wierzcholskiego (basowo, głęboko - no, jestem już w Warszawie, jemy kurczaki zadzwonię zaraz) oraz Marka Koterskiego (-dzień dobryy).

Pogadawszy z Dzikiem, obsępiam go jeszcze z fajka. Aby zakończyć spotkanie jak przystało na sportowców, palimy, żegnamy się, jedziemy do domu. Nie no, to przynajmniej wyjdę na rower, jest dopiero 14.30, myślę sobie. Przecież wiosna, ciepło, radość życia. Ale strasznie chce mi się spać i robi mi się smutno, znów robi mi się smutno. Zastanawiam się jaki jest sens wyjścia na rower i czy naprawdę mam na to ochotę. Boję się. Ale próbuję walczyć, ratuję się podwójnym espresso, sprawdzam pocztę i przedstawiam sobie argumenty za, jednak nie potrafię się przekonać czy też oszukać. Czytam trochę Gantenbeina, mądre zdania o samooszukiwaniu się, czytam scenariusz Tomka, z którego niewiele rozumiem ale zaczynam to jakoś widzieć, wreszcie zapadam w sen. Jedyny czas, w którym czuję się jako tako.

 

 

23:03, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »