stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
poniedziałek, 28 marca 2011
Kauczukowa koleżanka

Że facet powinien zawsze nosić w portfelu prezerwatywę to jest, tak myślę, wymysł lobby gumiarsko - skórzanego. I efekt propagandy sekscesu. No bo dlaczego niby ma tę prezerwatywę nosić? Ano dlatego że seks może się zdarzyć zawsze i wszędzie (a już zwłaszcza poza domem), seks tylko czyha, by wychynąć i dopaść, czai się i jest możliwy zawsze. Dlatego trzeba mieć przy sobie prezerwatywę, by w tych niespodziewanych razach nie żałować że się jej nie miało. A jak się ją już w portfelu nosi, to co jakiś czas wypadałoby ją przecież wymienić, aby - gdy już się ten seks zdarzy - nie pękła, nie zawiodła, zachowała właściwości innymi słowy: spełniła swoją funkcję.

W moim przypadku ta ogólnodostępność seksu jakoś nie ma miejsca, dlatego przedwczoraj wyjąłem ją z portfela. Nosiłem ją tam na długo przed moim pierwszym razem, przez lata, aż do przedwczoraj. Chyba ani razu nie była przez ten czas potrzebna. Bo jak już wiedziałem że może dojść do seksu, to zabierałem z sobą po prostu kilka sztuk do kieszeni albo całe mniejsze pudełko. Na wyjazdy pakowałem do kosmetyczki (też się nigdy nie przydały). A jak idąc na imprezę, spotkanie etc. kombinowałem, że nie będę wyjmował tej awaryjnej bo "a nuż", to nigdy do niczego nie dochodziło. No i odcisnęła się na trwałe w skórze portfela, spowodowała wybrzuszenie tak, że teraz muszę kupić nowy portfel (bo widać że to okrągły kształt, większy przecież niż pięciozłotówka).

Nieprawda że seks czai się wszędzie. Chyba, że ktoś ma inne doświadczenia. Z moich wynika, że kurwy i tak zawsze mają kilka zapasowych - ale i tak wolę mieć swoje, sprawdzonej marki. W firmowym pudełeczku, nie w portfelu.

 


Niskie częstotliwości

Lubię niskie dźwięki, sprawiają mi one przyjemność. Słuchawki dobieram pod kątem basów. Equalizer w komputerze też ustawiłem z podbiciem niższych częstotliwości. Czasem wydaje mi się że mógłbym się położyć na niskotonowym głośniku i wchłaniać dźwięki całym ciałem. Lubię nisko ale nie lubię głośno, dlatego przeważnie nie chodzę na koncerty.

Zastanawiałem się skąd bierze się takie upodobanie: czy to sprawa indywidualna, czy też każdy lubi basy (a szczególnie lubią je kierowcy czarnych bmw i ich dziewczyny oraz bywalcy dyskotek) bo słuchanie tzw. basów sprawia jakąś fizjologiczną przyjemność.

I wczoraj, słuchając kościelnych organów, odkryłem że to jest to. Przygrywały basowo ale nie głośno. Dźwięk płynął z góry ku posadzce, przenikał całe ciało. Zaskoczyło mnie to, bo od wielu lat nie słuchałem tego instrumentu. Ale ta przerwa pozwoliła na konstatację, że moje ucho zostało ukształtowane przez instrument kościelny.

A po wyjściu z kościoła udałem się na koncert tubisty.




niedziela, 27 marca 2011
Tak się nie da żyć

Znów będzie że się użalam nad sobą ale mam to gdzieś. Chciałem napisać że zupełnie przestałem sobie radzić w sytuacjach społecznych, zwłaszcza w grupie. Gdy mam do czynienia z więcej niż dwiema osobami naraz, zupełnie się zamykam, zapadam, spinam, i nie wiem co zrobić. Zwłaszcza, gdy ich nie znam. Myślałem że to przepracowałem, że rozwiązałem ten problem. Bo zawsze tak było, że sobie nie radziłem: w szkole, na studiach, na koloniach, nawet w kościelnych wspólnotach. Dopiero na terapii stałem się kimś ważnym dla grupy, cennym jej członkiem. Grupa dawała mi to odczuć. Myślałem że to trwała zmiana. Niecałe cztery lata po terapii wszystko wróciło. Tym bardziej boli, że problem uważałem za rozwiązany. Kurwa mać. Przestałem już chodzić do klubów (bo nie umiem się do nikogo odezwać, ani nikt nie odzywa się do mnie). Przed chwilą wróciłem z urodzin, na których znałem tylko jubilata. Znowu z nikim nie rozmawiałem, i to przez ładnych kilka godzin. I była to chyba ostatnia impreza, na którą poszedłem. Jeśli czasem się otwieram, to tylko wobec dobrze znanych osób co do których jestem pewien że są do mnie przychylnie nastawieni, głównie w spotkaniach sam na sam. Tak się nie da żyć.

poniedziałek, 21 marca 2011
Próbuję i uciekam

Zapisałem się na warsztaty powiedzmy że śpiewu. Myślę: pośpiewam, poznam ludzi, może jakieś ładne dziewczyny będą.

Uczęszczałem na nie przez dwa dni. I co? Ani razu do nikogo się nie odezwałem (ani nikt do mnie). Raz tylko tenor powiedział mi "cześć".

Trzeciego dnia już nie poszedłem na te warsztaty, mimo że były opłacone. Uciekłem. Nie umiałem przełamać zamknięcia, nie umiałem wyjść do ludzi.

 

 


sobota, 19 marca 2011
Nic do przodu

Jest źle, jest coraz gorzej, stoję w miejscu nic do przodu.

Nienawidzę tego stanu wszechogarniającej bezsilności. Nienawidzę własnej skłonności do wyciągania z tego ostatecznych wniosków. To prawda że jestem żałosny, jestem dupkiem. Jestem zamkniętym w sobie bufonem. Duszę się.


piątek, 18 marca 2011
P-ołówki

Ej, pssst, tylko nikomu nie mówcie. Ćśśś. Bo w papierniczym na Waszyngtona to pracuje taka ładna dziewczyna. I tak się składa, że akurat potrzebuję dwóch ołówków (jednego do wypełnienia PIT-u na brudno, a drugiego do rysowania) i papieru pakowego.

Strasznie lubię sklepy papiernicze, ich zapach, jakąś szlachetność którą mają w sobie piśmiennicze utensylia. Te wszystkie papiery, papeterie, zeszyty, tasiemki, ołówki, pióra, długopisy, gumki, naklejki, linijki, krepina, wstążki, kleje, temperówki. Mmmm. A wśród tego ona.

Nie jestem pewien czy każda praca uszlachetnia ale sądzę w sklepie papierniczym nie pracuje byle kto. Ale sza, nie dzielcie się tą wiedzą zbyt szeroko. Ćśśś!




środa, 16 marca 2011
Too much on my mind

Za dużo w głowie mam, za dużo w głowie mam i spać nie mogę kiedy myślę o tym. A myślę całe dnie, że coś jest w głowie źle: za dużo myśli naraz mam na myśli. Za dużo w głowie mam i nic już na to nie poradzę, za dużo w głowie mam i nic się nie da zrobić z tym. Nie da, oj nie da. Taka to choroba, czy mnie wam nie szkoda kiedy widzicie jak mi głowa pęka? Ruinę w myślach mam i nic do tego wam - nie wiecie nawet jaka to jest męka. Za dużo w głowie mam i nic już na to nie poradzę, za dużo w głowie mam i nic się nie da zrobić z tym. Nie da, oj nie da.

Bo często jest tak że ktoś coś za nas wyrazi lepiej, niż sami byśmy to zrobili. Wersję Elektrycznych Gitar pewnie znacie. Do tej pory wydawało mi się że to tekst oryginalny, opowiadający o manii albo natręctwach czy po prostu o moim aktualnym stanie (Sienkiewicz często śpiewa utwory z takim neurologiczno-psychiatrycznym drugim dnem) ale okazuje się że to cover czy raczej spolszczenie utworu The Kinks.

A teraz nie dość że mam gonitwę myśli to komputer przestaje mi działać. Reaguje w żółwim tempie, w czasie pisania tego tekstu już dwa razy puknąłem w obudowę tak że myszka przestała działać. Raz się wyłączył. Teraz z kolei mam ochotę rozpieprzyć tą klawiaturę (opóźnienie tego co piszę w stosunku do tego, co pojawia się na ekranie wynosi ok. 7 sekund). Tak się nie da! AAAAAAA. Mam ochotę krzyczeć. Przeklinam zresztą i walę pięścią w stół i komputer. Aaaaaa. Jestem ostatnio rozdrażniony. Agresywny. Wszystko mnie wkurwia. Ludzie i ich brak. Czy może ludzie poprzez ich brak. Niemożność wyjścia z samotności. Wymyśliłem nawet o tym jakiś zgrabny rymowany aforyzm ale oczywiście zapomniałem. Grrrrrrrrrrrrrrrrrr. Z kolei ta niemożność rodzi smutek, smutek wyzwala myśli samobójcze. I cały czas myślę, myślę. I nic nie wymyślam. Wszystko rozgrywam w głowie. Rozrywam głowę. Mam w myślach ruinę, za dużo myśli naraz mam na myśli. I nic się nie da zrobić z tym. Oj, bieda.

 

 


środa, 09 marca 2011
Broken flower

Nie mam komu dawać kwiatów. Zawsze lubiłem je wybierać, kupować, wręczać. Nie mam komu dawać kwiatów i przez to czuję się jakbym sam miał za chwilę dostać wieniec z sosny i chryzantem. Taki z wstęgą.

Ale kupić go muszę sam, bo przecież wszystko robię sam.




niedziela, 06 marca 2011
Tak było w lesie

 

 

las bór mazowiecki park krajobrazowy macierówka warszawa radość międzylesie aleksandrów

 

 

 

 

 

wtorek, 01 marca 2011
Kultura w lutym 2011

Comiesięczne zestawienie.

 

Filmy:

Jaffa. Chimeryczna pomarańcza.

Życie jest gdzie indziej (dokument o dorosłych dzieciach hipisów)

Tata zza żelaznej kurtyny (o synu Andrzeja Panufnika)

Miód

Skrzydła (o projekcie Cecylii Malik)

Glina (1-12)

Ciacho

Sierociniec

 

Książki:

Miłosz: To

Sacks: Muzykofilia

Jansson: Opowiadania z Doliny Muminków

Borchardt: Znaczy kapitan

Przewodnik przyrodniczy na wycieczkę

Calvino: Baron drzewołaz