stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
środa, 31 marca 2010
Straszy zwłaszcza w okolicach początku kwietnia

Ilekroć wieczorem nie spojrzę na wyświetlacz (na kasowniku w autobusie, na wyświetlaczu trasy, nawet w komórce), odkrywam, że jest 21:37.

Radiowa Jedynka podaje - niemal jako informację dnia - że dzwonnicy wawelscy zastanawiają się, czy w Wielki Piątek dzwonić "Zygmuntem" czy nie dzwonić (bo dawna tradycja nakazuje nie dzwonić, a tradycja czczenia śmierci Jana Pawła każe dzwonić - i te tradycje nagle się wykluczają). A czuwanie pod oknem na Franciszkańskiej przełożone na za tydzień.

Na Jedynkę przełączyłem, bo w innym radiu reklama wspaniałego dodatku do Super Expressu o "Życiu Jana Pawła II". Z tym, że zaraz po informacjach, Jedynka nadała tę samą reklamę.

A! Wczoraj w Dwójce czytali okropne jakieś sonety Karola Wojtyły. Zupełnie, jakby podrabiał Słowackiego mistycznego.

Uważajcie o 21:37. Zapuka w wasze okno. Będzie gościem u Tomasza Lisa. Wasza komórka zagra "Barkę".




11:16, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 marca 2010
Nie skakać

Przynajmniej na razie. Zresztą to musi być nieprzyjemne: tak umierać na mokro. W ciężkiej od wody kurtce, butach, z nurtem Wisły wlewającym się do gardła. Po ciemku.

A może po prostu nie trzeba spacerować po mostach jak się ma zjazd? Tylko, że ja potrzebowałem tego spaceru. Jakiegoś ruchu. Od de Gaulle'a, gdziekolwiek. Miałem nadzieję że wyjdzie mi na dobre.

Tymczasem barierka po prawej kusiła. Wysokość solidnego piątego piętra, twardy bruk ul. 3 maja albo nurt rzeki. Skakać - nie skakać. Nie skakać, jeszcze nie teraz.




06:20, stanwewnetrzny
Link Komentarze (3) »
niedziela, 14 marca 2010
... która wszystko zrozumie

- Źle się czuję.

- Ale jak to źle się czujesz?

- Mam złe sampoczucie.

- No ale to nie można mieć złego samopoczucia.

- ...

- Trzeba się cieszyć!

 

 


10:59, stanwewnetrzny
Link Komentarze (3) »
środa, 10 marca 2010
Natalija Portmanova

Stała na przystanku pod hotelem Forum. Taka drobna, taka ładna. W centrum Polski, stolicy, Warszawie. W zielonej kurtce Jack Wolfskin, szarej czapce i z wzorzystym plecakiem.

Ponadto: miała kolczyk prawej w brwi i włosy związane w kucyk. Patrzyłem na nią co chwilę (choć to podobno niegrzeczne), ona odbłyskiwała mi swoim ciemnym okiem. Potem wsiadłem za nią do 521 i nadal obserwowałem. Usiadła tyłem do kierunku jazdy - ja pozostałem przy drzwiach, patrząc. Gdy zdjęła czapkę, naraz zmieniła się w zupełnie zwyczajną dziewczynę. Ładną, ale nie tak ładną jak N.P. Byłem zawiedziony, bo w tym nowym wydaniu prawie przestała mi się podobać.

Nagle:

spojrzała w lewo i w jednej chwili znowu się w nią zmieniła! To było niesamowite: ten sam profil, te same brwi. I nawet uszy identyczne. Wgapiałem się w nią i chyba to czuła. Eksponowała profil, a może tylko interesowała ją północna pierzeja Alej.

Wysiadłem przy Narodowym z wielką chęcią pomachania jej na odjezdne, zachodząc w głowę: Natalio - co ty robiłaś w Warszawie?

 

 


23:50, stanwewnetrzny
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 marca 2010
Kobietodzień

Zastanawiam się: ile jest we mnie (z) kobiety i czy na tyle, aby ktoś złożył mi życzenia w dzisiejszym dniu. Niestety (a może na szczęście dla mojej męskości) chyba tylko ja się nad tym zastanawiam.

 

 

 

23:35, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 marca 2010
Szczupak nie pachnie

To znaczy Szczuka. Nie pachnie. Bo Szczuka to szczupak - po rosyjsku. Taka etymologia nazwiska. Więc nie pachnie Szczuka, w sensie - Kazimiera. Bo ją powąchałem i wiem. Znaczy - powąchałem ją i trochę też nie powąchałem, bo śniło mi się że nie pachnie. I ta jej bezwonność była moim jedynym argumentem przeciwko niej, bo wcześniej mnie zniszczyła. Razem mnie zniszczyli. Wyniszczyli mnie i zgnoili tą swoją błyskotliwością, z Wojewódzkim na spółkę. A że ciętych ripost wyszło mi w życiu mniej niż powiedzmy - palców u jednej ręki, nie miałem się jak bronić. Oni dalej swoje. No to w końcu powąchałem ją. Ha! Oho, Kazimiero, ty mi tu coś nie pachniesz. Jak to nie pachnę - nie pachniesz. A kysz! (Wojewódzki już wcześniej zrobił a kysz). I właściwie nie wiem, czy ją powąchałem, czy mogę wpisać w portfolio, że wąchałem Szczukę. W każdym razie wykrycie tej jej ułomności dało mi niejaką satysfakcję. Trochę się odegrawszy, stwierdziłem że czas wstawać, bo jeszcze coś głupiego mi się przyśni.

A dziś spadł śnieg i to było dziwne, bo jak spadnie śnieg, to przeważnie pachnie zimą. Jest coś takiego w powietrzu: coś węglowego, mroźnego, górskiego, by nie rzec: podhalańskiego, nawet w mieście Warszawa. Tym razem wyczułem w pośniegowym powietrzu - zapach taki jak po ulewie. Mokry, ale nie duszny. Oczyszczony i rześki. Miejscami te zapachy (mroźny i mokry) walczyły ze sobą. W centrum - mroźny, na Gocławiu - mokry, przy torach kolejowych - mokry, na Pradze - mroźny, trochę drewniany.

Może zdążę przed północą napisać, że blogowi stuknął rok. Nie chcę oceniać, czy to dużo czy mało. Właśnie przeczytałem sobie pierwszy wpis. Można powiedzieć że blog nadal spełnia przynajmniej jedną z postulowanych funkcji - przeciw lenistwu. Ostatnimi czasy, jak już miałem więcej siły, myślałem sobie, że cały 2009 rok mam w plecy, że zupełnie mi uciekł, przeciekł przez palce. W 2008 obroniłem się, byłem w jakimś tam (dla mnie jak dotąd najpoważniejszym) związku, miałem plany, wyjechałem do miasta L., wróciłem, pracowałem. 2009 - dupa, czarna dziura. Czarna dupa - a może dupa blada? Nie ma o co zahaczyć pamięci. Mało wydarzeń. Także w sensie emocjonalnym, towarzyskim (tu może ciut lepiej). A co jest? Jest blog. Blog nie jest wydarzeniem, ale tak czy inaczej cieszę się, że go piszę. Kiedyś, jak miałem jeszcze kalendarzyk, to oprócz spotkań i telefonów, pod każdą datą zapisywałem (o ile pamiętałem i o ile mi się chciało) co robiłem danego dnia, albo co czytałem, z kim się spotkałem, jakie myśli zapamiętałem. Na przykład pod datą 3 marca 2007: Z..łek. Testosteron. Iza. Piotr. Co konotuje, że z Szablą byłem w ś.p. Silverscreenie na Testosteronie, a potem poszliśmy na Chłodną na 25-te urodziny Z..łka, gdzie była też Iza i paru znajomych. Uruchamia się pamięć: Szabla miał darmowe bilety, od Świętokrzyskiej szliśmy pieszo, jubilatowi kupiłem cygaretki w blaszanym eleganckim pudełku, Iza zaś dowiedziała się że ma ładne piersi, pamiętam też powrót pieszo na Dworzec Centralny. A zapisywałem to, aby mieć znak, że danego dnia byłem, istniałem. Przerażało mnie, że gdy sięgałem pamięcia tydzień - ba - dwa dni wstecz, nie mogłem sobie przypomnieć co robiłem. Kalendarzyka już nie prowadzę, a - zupełnie niechcący i poniekąd - podobną funkcję pełni blog. Ponieważ nie jest dziennikiem w sensie ścisłym (aczkolwiek niektórzy tak myślą i niekiedy nawet każą mi się tłumaczyć z tego co nawypisywałem) czasami oddaje jedynie odległe echo moich emocji, zaś część wydarzeń w ogóle jest zmyślona, w przyszłości może wyjść na to, że gdy będę chciał wrócić np. do 3 marca 2010, okaże się że sam zbudowałem sobie ten dzień, a ponieważ pamięć jest ulotna, uwierzę w swój wymyślony wpis. Tym sposobem pisząc bloga, konstytuuję i buduję własną pamięć na kruchych, imaginacyjnych podstawach.




23:59, stanwewnetrzny
Link Komentarze (4) »
wtorek, 02 marca 2010
PaASPort do kariery

- No bo coraz bardziej jestem przekonany że w życiu liczą się układy a nie portfolio. To nie jest tak że coś zrobiłeś, idziesz z teczką i pokazujesz komuś, tylko, wiesz, jesteś gdzieś, pijesz z kimś, przypadkowo się zgadacie: Romek, Tomek - ręka i tak jest, w ten sposób to działa, sam to widzę po sobie.

- Tak myślisz teraz, ale być może za kilka lat zmienisz zdanie.

rozmawiali: Franek (3 lata po ASP), Tomek  (dziś się obronił - gratuluję)

 

 

 

20:03, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »