stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
środa, 26 grudnia 2012
Siła ziół

No i wtedy odkryłam herbatkę vitax na noc, dzięki czemu nie muszę już pić wódy żeby usnąć.

(zasłyszane)

23:30, stanwewnetrzny
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Wigilia 2012

Boże, jak dobrze że już po wszystkim. Nienawidzę tych świąt, napięcia, mojej rodziny. Dobrze że tylko jedne takie w roku.

P.S.

Od 21.12 dzień się wydłuża!

19:18, stanwewnetrzny
Link Komentarze (2) »
niedziela, 16 grudnia 2012
Książka do poduszki

W zeszłym tygodniu pisałem o usypianiu się trochę halucynogennym. Dzisiaj znowu wstałem późno, trochę przed południem. Żadnych farmaceutyków nie brałem. Przeciwnie - przed snem wytrąbiłem prawie całą butelkę coli (kofeinowej przecież).
Podejrzewam że uśpił mnie Antoni. Nie ten apostoł od spraw beznadziejnych, tylko brytol, Giddens. Po lekturze Nowoczesności i tożsamości spałem jak suseł. Snem sprawiedliwego. Bo godne to i sprawiedliwe czytać mądre książki. W ogóle cieszy mnie że wróciłem do książek - wprawdzie w skali mikro ale zawsze. A Giddensa czytał mój kolega na studiach prawie dekadę temu. I opowiadał, a ja miałem poczucie że to rzeczywiście ważne sprawy. I chciałem teraz sprawdzić czy idee się nie zestarzały.
Jestem na początku ale jak na razie wydaje mi się że sam dyskurs trąci myszką. (Jak mi się zdaje) obecnie nie mówi się już o "nowoczesności" "późnej nowoczesności" ani tym bardziej "postmodernizmie" (tak naprawdę: ponowoczesności). Giddens stał się klasykiem i trzeba go czytać w kontekście jego czasów - czyli 15-20 lat wstecz (cóż, niech to świadczy o szybkości naszych czasów). A więc jest to ciekawe ale mam wątpliwości czy mówi o tych nas, którzy żyjemy dziś. To już raczej Bauman bardziej.

A w ogóle to usypia dość dobrze, lepiej niż wiersze Ewy Lipskiej. Właśnie. Czas na popołudniową drzemkę.


niedziela, 09 grudnia 2012
Zolpidemowy strumień świadomości

A miałem przecież taką ochotę żeby tu napisać - o tym jak mi się już nie chce czytać, a zwłaszcza czytać z obowiązku, czytać książek grubych, ale też i Polityki na którą coraz mniej mnie stać - a jak już wydam te 5 zł to żeby się mniej marnowało mam przymus przeczytania wszystkiego, każdego artykułu. To chore.

Myślałem kiedyś że z czytania będę żył, i z pisania - ale okazuje się że w zasadzie to nie żyję z niczego. A w ogóle to nie żyję być może wcale. Tak, to jest bliskie prawdy.

Chociaż teraz - piszę, a klawisze stały się tak podejrzanie miękkie, przyjazne, rozstępują się pod palcami, to chyba po tym Zolpidemie.
A czytać nie ma co. Lubię oglądać za to telewizję. Wiem że to niemodne jarać się telewizją ale ja lubię, żeby coś grało i świeciło do mnie, żebym nie musiał wiele nastawiać, wyszukiwać, tylko włączę - i leci.
Leci Na wspólnej, Na DOBRE I ZŁE, ale też i tygodnik kulturalny (to akurat w komputerze oglądam) w którym mówią o ważnych książkach. Że trzeba przeczytać. Justyna Sobolewska o tym mówi a inni się przeważnie zgadzają.
Ale skoro co tydzień (klawisze stają się jak glony z dna wyrastające przez które muszę się przebijać) są dwie książki do przeczytania, polecenia, i to nie takie że WAŻNE dla twojego życia, po prostu dobre książki, dobrze napisane, które warto przeczytać żeby nie wypaść z tego obiegu kultury, to to jest strasznie, o wiele jak dla mnie za dużo. A książki dla ciebie ważne to mogły być już napisane hoho temu albo jeszcze powstają - lub nie, lub nie powstaną wcale. A książki ciekawe i ważne - z kolei wcale nie muszą być dobrze napisane.

Po Zolpi ekran mi pływa, okna w XP nagle dostały faktur, warstw, czegoś w guście trójwymiaru. Ja też płynę w kierunku ekranu, słucham jeszcze jakiejś dziwnej muzy z soundclouda - taki dialog ktoś prowadzi ze mną: artystka Mjol utworem Sound postcard from Albania.

I rozjeżdża mi się tekst, ekran, widzę kabelki, przewody - to śmieszne że tyle tego trzeba żeby posłuchać drugiego człowieka. Kiedyś wystarczyło radio albo koncert albo spotkanie. Ziewy mną dominują, płaski ekran komputera zapada się w lewo, moment już taki, że Farmacja jest silniejsza od Biologii - pewnie zawsze wygrywali w siatkę albo zawody w biegach przełajowych.

Aha i jeszcze nie mam hasła do blogu, tak już tam ostatnimi czasy zaglądałem rzadko, że przepadło czy zmienili czy co? Więc tekst piszę nie wiadomo do kogo bo może się nigdzie nie ukazać. No chyba ze gazeta wielkodusznie naprawi stronę z odzyskiem haseł.