stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
piątek, 26 listopada 2010
Weekend mój powszedni

Dla mnie każdy dzień jest jak weekend. Dlatego nie robi mi specjalnej różnicy jego nadejście. Weekend ma może kilka minusów, choć nie powiedziałbym że jakoś bardzo mi przeszkadzają. Autobusy kursują rzadziej, biedronka czynna o godzinę krócej. Wypada gdzieś wyjść, wszyscy gdzieś wychodzą.

Dziś też chciałem gdzieś wyjść. Na imprezę. Ale chodzę i chodzę na te imprezy, i szybko z nich wychodzę. Robię się coraz starszy, jakoś mnie nie cieszą. Właściwie nie wiem po co tam chodzę, chyba lubię popatrzeć na ludzi, ot co. Aha, bo chodzę sam, przeważnie. Więc dzisiaj też chciałem pójść. Ale w końcu zrobiło się późno, i rozmyśliłem się. Niby jest mi trochę przykro: nie idę na miasto, tracę kontakt z pulsem miasta, nie nawiążę nowych znajomości, nie poznam kobiety swojego życia, zapadam się w indywidualność, zapadam się otchłań samotności, zapadam się w niebyt.

To są jednak złudzenia. Jedyne co straciłem to snucie się po Nowym Świecie (lubię chodzić Nowym Światem pieszo), jazdę nocnymi autobusami, imprezę w osirze czy nwś-iu, patrzenie na ludzi, samotność wśród ludzi. Nie wiem czy tak, ale przeważnie tak bywa, tak wyglądają moje weekendowe wyjścia.

Co zyskałem? Wieczór przed komputerem, ciepły kaloryfer, trochę przemyśleń. Obciąłem sobie włosy, na 21 mm (mniej teraz widać siwe). Takie zyski. Może poczytam książkę, ale niedługo, bo zaraz zachce mi się spać. Czyli - wieczór jak każdy mój weekendowy czy powszedni wieczór.

Zresztą, okazuje się że najlepszym wyjściem w tym tygodniu było to poniedziałkowe. Z kolegą wybraliśmy się do teatru na Personę. Ciało Simone i muszę powiedzieć, że bardzo bardzo, hoho. Świetny spektakl. O ile rzadko wstaję na oklaski, chyba że zmuszony siłą społecznej słuszności,  tym razem nie oglądając się na nikogo, wstałem z miejsca bo poczułem tak mocną potrzebę wyrażenia swojego uznania za spektakl.

I zupełnie nie rozumiem, dlaczego Szczepkowska na premierze tego właśnie przedstawienia pokazała tyłek.




23:38, stanwewnetrzny
Link Komentarze (3) »
sobota, 20 listopada 2010
Płodność i entropia

A pod tym wszystkim, pod rzeczywistością, gdy zajrzeć

pełno jest rui

 

 

 

 

 

Z dzisiejszej audycji o poezji Julii Hartwig w radiowej Dwójce. Bywają jednak jakieś pożytki z niedosłuchu!

17:35, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 listopada 2010
28

A mogłoby być 30. Lub 40, co za różnica. Chociaż nie, nie wiem. W sumie to nie. Jest tyle, ile jest. Bez emocji.

Poza tym - nie mam żadnych urodzinowych refleksji. Dodam tylko, że na świat przyszedłem w niedzielę i to, być może, wiele wyjaśnia.

 

 


12:26, stanwewnetrzny
Link Komentarze (2) »
sobota, 13 listopada 2010
Cud kuchenny

Ugotowałem sobie zupy pomidorowej na 3 dni. Z dnia na dzień zupa gęstnieje, mimo że za każdym razem podgrzewając, rozrzedzam ją dolewając wody.

Zupełnie nie mam pojęcia czym sobie na to zasłużyłem !




16:07, stanwewnetrzny
Link Komentarze (5) »
piątek, 12 listopada 2010
Sztuczny dzień

Niechże się ta pogoda wreszcie zdecyduje: słońce czy pochmurno, ciepło czy zimno. Gdy jest słońce, to wszystko jasne - wiadomo że dzień. A jak pochmurno, to taki dzień - nie dzień. Niby widno a szaro, ciemno.

W takich dniach zaciągam zasłony i zapalam światło. Czyli robię sobie sztuczną noc, którą rozświetlam sztucznym światłem. Ale czy na sztuczny dzień można zareagować inaczej?

 

 


15:07, stanwewnetrzny
Link Komentarze (3) »
środa, 10 listopada 2010
Dzień, w którym założyłem dres

Pierwszy raz świadomie jako ubranie wyjściowe. Pierwszy raz od czasu szkoły podstawowej. Dzień, a właściwie popołudnie. Zrezygnowany stwierdziłem, że pierdolę. Starania żeby wyglądać dobrze, interesująco. I tak nic się nie zmienia. Mam w dupie ciuchy, podcinanie brody, strzyżenie włosów. Całe popołudnie chodziłem w tym dresie i było mi dobrze z tym, że nic nie muszę. Że mam to gdzieś. Teraz mam już przynajmniej wytłumaczenie dlaczego ludzie na ulicy ode mnie stronią. Dlaczego pasażerowie w autobusie odsiadają się ode mnie. Albo kobiety - dlaczego nigdy nie odwzajemniają spojrzeń i patrzą z jakąś pogardą.

Nie nie, nie chodzi wcale o mój grymas na twarzy, posturę draba, zaniedbane siwiejące włosy, wpadnięte oczy, moonface i inne pierdoły. Teraz sytuacja jest przynajmniej czytelna, teraz wiem, że winny jest dres. I dobrze mi z tym.

Parafrazując klasykę: niech się ze mnie śmieją/co-mi-tam/będę wciąż go nosić/mówię wam !




23:07, stanwewnetrzny
Link Komentarze (3) »
piątek, 05 listopada 2010
Winę zawsze biorę na siebie

Lech wygrał z Manchesterem 3:1. Dobrze, że w tym czasie oglądałem teatralne Solaris, bo jestem pewien że gdybym śledził mecz na żywo, polska drużyna przegrałaby. Bo zawsze tak jest, że jak oglądam, to przegrywają. I dotyczy to wielu dyscyplin. Jestem winien większości porażek polskich sportowców.

Muszę przestać oglądać TV i częściej chodzić do teatru. Wtedy co najwyżej nie udaje sie przedstawienie.

 

 


00:20, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »