stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
sobota, 28 listopada 2009
180

Jechałem dziś do kuzynki. Z Kobylińskich (bo też mam kuzynostwo z zacnych rodów). I traf chciał, że tym samym autobusem jechał ze mną Tkaczyszyn-Dycki. Siedział skromnie z tą swoją dużą głową (poeci - zwłaszcza homoerotyczni - mają w ogóle duże głowy, kiedyś jechałem z Wiedemannem i też posiadał taką), siedział na ostatnim siedzeniu.

Pomyślałem sobie od razu - oho, poezja wcielona, pomyślałem: podróżuję z podmiotem lirycznym. I od razu jakoś wznioślej się mi zrobiło, zwłaszcza że skojarzyłem sobie jego wiersze z historiami rodzinnymi w ogóle i z moimi w szczególności. Pomyślałem sobie o Dyckich, Kobylińskich, Ledóchowskich. I że niektórzy robią z tego całkiem dobrą poezję, i jeszcze dostają za to Nike.

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki wysiadł na Iwickiej. Obserwowałem jego dużą głowę, która robiła się coraz mniejsza, w miarę jak autobus odjeżdżał. A ja pod nosem nuciłem sobie piosenkę o zależnościach i uzależnieniach i jechałem do kuzynki, z tej herbowej części mojej rodziny, ze strony matki, bo ojciec był robotnik, z chłopów (ale za to miał na imię Eugeniusz).




01:10, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 listopada 2009
Dziura w ścianie.

Pojawiła się gdy przed wystawą testowałem gwoździe hartowane (nie dają się wbijać w wielką płytę). Zrobiła się dziura, a ja jej nie zakleiłem. Ubytek w tynku.

A teraz myślę sobie, że taka dziura w ścianie to dobra rzecz. Gdy leżałem z grypą, wpatrywałem się w tę dziurę, bo na nic innego patrzyc nie mogłem. Potem przy każdej niewygodnej rozmowie, gdy uciekam wzrokiem przed oczami rozmówcy, studiuję tę dziurę dogłębnie. Kontempluję spękanie ściany, wybrzuszenie na tynku, i przede wszystkim próbuję zgłębić cień który jest istotą tejże dziury. Pożyteczna sprawa, mówię wam. Kształt ma nieregularny i w ogóle jest symbolem, ersatzem i schronieniem. Mimo, że tyle razy się w nią wpatrywałem, ta kryjówka nie znudziła mi się ani trochę.

Gdybym nazywał się Trelkovsky, pewnie wsadziłbym tam ząb i zaszpachlował. Ale nazywam się inaczej i nawet nie mam nazwiska na -wski. I dziura będzie.


 


23:19, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 listopada 2009
Ja to bym

Ja to bym czasem nawet chciał. Zrobić coś ze swoim życiem. Coś poważnego, poważanego. Na przykład iść do pracy. Albo zarabiać pieniądze i punkty na emeryturę. Związać się z kimś tak na poważnie. Mieć dziecko. Wrócić do muzyki i fotografii. Kształcić się dalej, o. Zdać do filmówki albo wyjechać za granicę. Czasem bym chciał. Napisać wiersz, najlepiej taki z

przerzutniami. Bez wyrzutów, przerzutów. Może nawet nie wiem - książkę jakąś. Albo nie, bajkę dla dzieci, najlepiej rymowaną. Zrobić jeszcze jeden film może,  odnieść sukces i wykorzystać go powiedzmy w łóżku. Czasem to bym nawet chciał. Zająć się czymś na poważnie, określić, zdecydować, ująć w ramy.

A powietrze - wczoraj i dziś - znowu jakieś niepokojące. Czuć zapowiedź zimy. Boję się zimy i boję się tego powietrza. Właśnie wyszedłem na balkon, żeby sprawdzić, czy nadal czuć to w powietrzu - nadal pachnie. Był dziś u mnie kolega i gdy przyszedł, tym powietrzem cały tchnął, nieświadom mojego niepokoju.

Czasem bym nawet chciał - żeby było tak, że jutro wiem co będę robił. Żeby mój czas usensawniała struktura inna niż wewnętrzne odruchy chcenia (się) albo nie. Czasem.




23:43, stanwewnetrzny
Link Komentarze (4) »
sobota, 14 listopada 2009
Taram tararim tararam (triste)

 

 

 

20:34, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 listopada 2009
Czy jestem już wariatem?

BRAK WYSTARCZAJĄCYCH ŚRODKÓW NA KONCIE (próba wypłaty 20 zł)

BRAK WYSTARCZAJĄCYCH ŚRODKÓW NA KONCIE (próba wypłaty 10 zł)

Tak nisko jeszcze nie upadłem.

A wczoraj? Snucie się po mieście. Z bezsenności. Pierwszy lepszy nocny. Do Centralnego. Potem spodobała mi się nazwa "BARTŁOMIEJA". Chyba N36. To wsiadłem. I z powrotem na Centralny. Później "SKARBKA Z GÓR". Też miło. Ani gór, ani Skarbka nigdzie nie znalazłem.

A dzisiaj? Dzisiaj życie znów udowodniło że nie ma cudownych rozwiązań, że jestem niedostosowany, że przerastają mnie najprostsze rzeczy. I dół jak nicości pół. Potem siedziałem wśród tych pojebów w trafiku. Razem ze mną: pani w spółdzielczych okularach, która przyniosła z sobą stos kolorowych gazet i jakąś książkę z bożej apteki, kobieta z laptopem, która coraz to nerwowo tarła lewe oko, młody grubas w czarnym, który czytał jakieś fantasy, pedał w dziwnych butach, który przeglądał czasopismo o wnętrzach, dziadek pochrząkujący jakoś dziwnie i krącący głową w tiku, kulawy mężczyzna z długimi przetłuszczonymi włosami, który miał ze sobą jakieś tajemnicze notatki ale spał (i nawet chrapał). Ja w dziurawych butach i z dziwną fryzurą. Nie ma co, pasuję.

Czy tylko mi chce się płakać?

 

 


23:22, stanwewnetrzny
Link Komentarze (3) »
niedziela, 08 listopada 2009
Mały seks

Ile razy całując się z nią, wsuwając rękę pod jej bluzkę, dotykając piersi, pieszcząc sutki, ściągając bieliznę, dotykając ją wszędzie, a może nawet wchodząc w nią, myślałeś: to nie to? I kontynuowałeś, bo byłeś podniecony, bo mężczynę poznaje się po tym jak kończy, bo koledzy pieprzą się na okrągło, bo nie wiesz kiedy będzie następny raz i czy ten nie jest ostatni. I ten seks był mały, bo z tyłu głowy wiedziałeś że to nie ta kobieta, że nic z tego nie będzie, że musisz się trzymać, bo czujesz taki dystans, że jak sobie go uświadomisz, to się rozpłaczesz.

Ile razy podobał ci się facet, wzbudzał twoje zaufanie, wyrażał się ładnie, miał niski głos albo rokował. I zaprosiłaś go do siebie albo poszliście do niego. Wypiliście wino albo nie musieliście nic pić, bo byliście już nieźle zrobieni. Potem on próbował przysuwać się do ciebie lub ty dawałaś mu znaki, których w większości nie rozumiał. Ale myślałaś - trochę pijany jest, ma prawo. Może nie ma doświadczenia. Potem nie wiadomo kiedy zbliżał twarz do twojej, wsuwał ci swój język w usta (nie protestowałaś choć za tym nie przepadasz), zaczynał cię całować po całym ciele, dotykać ręką krocza. I może nawet przez chwilę zrobiło ci się wilgotno ale już za moment coś w środku cię ścisnęło. Dotykając go już wiedziałaś że nie chcesz z nim być, że ta noc nie ma większego znaczenia. Gdy wchodził w ciebie, w tym największym momencie bliskości i zjednoczenia, wiedziałaś że dzielą was galaktyki. To też był mały seks.

Potem spotykaliście się. Miesiąc, pół roku, dwa tygodnie. Albo nie spotkaliście się już wcale. Mały seks dawał o sobie znać. Zapuścił korzenie w duszy, i, od środka powodował że się kurczyła.

 

 

 

12:45, stanwewnetrzny
Link Komentarze (10) »
piątek, 06 listopada 2009
3 x Brodzik

Kilka lat temu bez przerwy ją spotykałem. A to na Nowym Mieście, a to na ekranie telewizora. Potem znikła, urodziła. Pod koniec sierpnia wróciła i to aż w trzech rzucających się w oczy postaciach. Przez ponad miesiąc była wszechobecna w mieście.

Uwaga, nie odnoszę się do aktorki, tylko do możliwości i jakości sprzedawania jej wizerunku. Od lewej do prawej: okładka Twojego stylu, reklama wody, promocja najnowszej produkcji TVP. Otóż jak widać na zdjęciu, największe możliwości ma prasa kolorowa: przedstawia super wystylizowaną postać, wampa pierwszej klasy, choćby i przepuszczonego przez photoshopa. Drugie miejsce zajmuje agencja reklamowa - zdjęcie jest świeże, aż chce się pić. Tzn. nie mi, bo ja chyba nie jestem targetem. Ostatnie - w kolejności i przenośni - najgorsze miejsce zajął billboard promujący serial Dom nad rozlewiskiem. Stanowi instruktywny wzór pt. jak zeszpecić ładną kobietę. Otóż należy zatrudnić złego grafika, złego fryzjera, złego fotografa, stylistę, fatalną drukarnię. Grafik zrobi kiczowate tło, fryzjer zrobi z głowy coś na kształt kwadratu, fotograf to wszystko źle sfotografuje, a kierownik sesji w dodatku wybierze zdjęcie, na którym aktorka wygląda najgorzej, uśmiecha się głupio i wygląda na osobę a little bit retarded. Stylista da jej złą sukienkę, uwypuklającą wszystkie wady. Drukarnia wydrukuje wszystko w wyblakłych kolorach, na złym papierze. I to wszystko za nasze pieniądze.

 

joanna brodzik reklama twój styl górska natura dom nad rozlewiskiem billboard



12:25, stanwewnetrzny
Link Komentarze (4) »
czwartek, 05 listopada 2009
JFK

Jadłodajni Filozoficznej Koniec. Przez jednego mojego kolegę uparcie zwanej "Jadłodalnią". Jak zwał tak zwał, w każdym razie nie ma jej. Dziś widziałem wypalone wnętrze. Dla mnie skończyła się już jakiś czas temu, o czym proroczo (?) pisałem. Niemniej, żałuję. A może to dobry koniec dla takiego miejsca? Dobry, legendarny koniec dobrego legendarnego klubu? Niejedną noc przebalowałem, niejedno piwo wypiłem, niejedną paczkę papierosów puściłem z dymem. Tutaj zacieśniałem moją nieodżałowaną znajomość z Sylwią. A też z Pawłem, Łukaszem. Tu oblewałem obronę pracy magisterskiej. Tu wreszcie doszło do decydujących momentów z Dorotą. No i poznałem pisarza. Wszystko się kończy, tak, Panie Jezu, tak. Normalnie. (jak śpiewał Świetlicki). To się musiało stać. A życie toczyło się dalej (jak śpiewał Riedel). Nie odbudowujcie.



 

20:43, stanwewnetrzny
Link Komentarze (1) »
środa, 04 listopada 2009
Zapachniało zimą

a jeszcze przedwczoraj jesienne powietrze w mieście, po zmroku, lepka mgła o zapachu dymu. Oddech. Ból w płucach wyostrzony zimnem. W te martwe sezony ani żywego ducha. Nic. Nawet Strauss odchodzi - nie dziwne.

 

 

 

15:34, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 listopada 2009
Postawił piwo

Kto? Pisarz. Prawdziwy. I piszę tak, nie tylko dlatego, że to ładna aliteracja. Naprawdę mi postawił. I jeszcze jednemu czytelnikowi, który naprawdę czytał tego pisarza. A że o pisarzu będzie ta notka - jakoś tak wychodzi ostatnio, że zamieszczam dużo o pisarzach. Piwo. Żywieckie.

Kiedy? W ostatnią środę to było. Z nudów właściwie wybrałem się na wieczór autorski. Ja tego pisarza wcześniej nie znałem, nie czytałem. I w ogóle nigdy chyba tak na luzie sobie nie rozmawiałem z pisarzami żadnymi. Aha, bo to piwo nastąpiło potem, po wieczorze. Wcześniej był wieczór. Autorski, gdzie on czytał fragmenty powieści, redaktor prowadził z nim rozmowę, a z sali padały pytania. Z moich ust dwa (to w ramach przełamywania nieśmiałości). Miejsce też było wporzo, bo filozoficzna jadłodajnia.

Ciekawa postać ten pisarz. Felietony pisywał i artykuły - był dziennikarzem. Aha, nie przedstawiłem go: Czerwiński Piotr. Pisywał i zaliczał się. Jeszcze kilka lat temu. Do warszawki, środowiska, hajlajfu. Ale zamknęli mu czasopismo, on wypadł z obiegu i nie chciało mu się do niego wracać. To napisał książkę. Pokalanie. O pokoleniu, swoim raczej, czyli rocznikach wczesnych 70-tych. Napisał tą powieść i wyjebał. Do Irlandii, Dublina. Pracował jako fizyczny, potem awansował na umysłowego. Ale pracuje w ogóle nie w niczym humanistycznym. Jakieś tam bazy danych. A wieczorami płodzi syna i pisze książkę, tym razym się Przebiegum Życiae się nazywającą, choć w zamierzeniu miała się nazywać Tekturowa sieć. Tylko, że Pilchowi Jerzemu się nie podobało, a on w Bertelsmannie ma głos z którym się wszyscy liczą. Książka jest o emigrantach, pisana trochę językiem tych emigrantów. A także jest to książka optymistyczna, że z życiem swoim można coś fajnego zrobić. Wiem, bo czytam ją sobie, podczytuję a jest to sponsorowane przez empik i trafik.

Ciekawa postać ten pisarz. Nie chce wracać, choć jego znajomkowie na tym wieczorze autorskim dawali wyraz pogardy wobec tej jego pracy i decyzji. A jemu tam lepiej niż tu bo nie jest w żadnej warszawce ani dablinku tym bardziej. Może zarobić na dziecko i siebie, wynająć mieszkanie a nawet pozwolić sobie na samochód. I wieczorami pisać, bo to mu największą frajdę w życiu sprawia. I słuchać reggae. I twierdzi, że dopiero tam znalazł siebie, w tym zapadanym, mokrym Dublinie bez wyraźnych pór roku. Może to jest i wyjście? On poleca. Mógłby jeszcze ten pisarz nagrać audiobooka, bo jest posiadaczem dobrego głosu.

Wypiłem z nim piwo (i jeszcze z jego czytelnikiem, który go czyta wnikliwie, choć jest  politechniczny). Zaprosił do stolika, pogadaliśmy i on w ogóle się nie sadził, wywyższał - nic z tych rzeczy. Potem kobieta do niego zadzwoniła, że chciałaby żeby wracał. I kulturalnie się pożegnał, zostawił maila i pojechał do niej. A ja o tym piszę i polecam książkę. I jadę zaraz dalej ją podczytywać. Jak już będę miał pieniądze, to sobie kupię.




12:04, stanwewnetrzny
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2