stanwewnetrzny@gazeta.pl


RSS
niedziela, 27 lutego 2011
Et cum spiritu tuo

Poszedłem dziś do kościoła. Trochę z nudów, trochę z potrzeby, trochę z sentymentu, a trochę po to, by popatrzeć na ładne katoliczki. Na początku czułem się z tym źle, czułem że to jest oznaka słabości - taki pomysł by wybrać się na mszę. Potem mi to zobojętniało, stwierdziłem że w sumie czemu nie. Skoro mam potrzebę, to po co udawać że jej nie mam.

Od czasu gdy chodziłem do kościoła co niedzielę, sekularyzacja postąpiła, w ławkach przerzedziło się, za to jakby przybyło ludzi przed konfesjonałem. Katoliczki są nadal ładne, a ja w dalszym ciągu lubię sobie pośpiewać.

Kazanie było nudne (zresztą wyszedłem po kazaniu bo miałem w planie koncert muzyki improwizowanej) za to ewangelia ciekawa.

Myślałem sobie o tym wszystkim i wydaje mi się że księża mają ciężko, zwłaszcza jeśli są inteligentni. Ciężko jest tłumaczyć te archaiczne ewangelie, często sprzeczne z rozsądkiem i poczuciem dobrego smaku (choć w inny, mniej subtelny sposób niż np. koany w zen).

Kiedyś chciałem iść do seminarium, i czasem sobie myślę - tak pewnie powiedzieliby uczeni w piśmie - że to co przeżywam: samotność, brak celu w życiu, doświadczanie bezsensu i smutku, że to wszystko to jest efekt braku odpowiedzi na powołanie. Wiem że to bez sensu, zwłaszcza że nie da się zweryfikować. Niemniej zdarza mi się tak myśleć: co by było gdyby. Na przykład byłbym teraz księdzem od trzech lat. Trochę przerażające. Musiałbym odprawiać msze, różańce, nabożeństwa (chyba jedyne które lubię to Gorzkie Żale). Ludzie winiliby mnie za różne grzechy Kościoła, musiałbym uczyć religii, wtłaczać do głowy całe to dupospięcie wokół seksualności. A pojęcia grzechu i winy - jednak stale obecne w katechezie -  byłyby niezłą pożywką dla mojej anankastycznej osobowości.

Uff, chyba dobrze że jestem tu gdzie jestem. Zresztą - rzadko kiedy zdarza mi się czegoś żałować. A czasami można sobie pójść do kościoła, tak po prostu. Z potrzeby albo z chęci pośpiewania sobie w tłumie.

 

 


sobota, 26 lutego 2011
Rok po

W rocznicę wyjścia ze szpitala szczególnie dziękuję tym, którzy mnie tam odwiedzali, a także tym którzy o mnie wtedy nie zapomnieli.

Jest lepiej, choć nadal biorę (i być może będę miał do końca życia) leki, które zmieniają moje ciało, powodują niepłodność i w ogóle mają szereg wesołych skutków ubocznych. Ale żyję, mam się całkiem w miarę a przecież nie było to wcale oczywiste.

 

 


Tagi: życie
11:20, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 lutego 2011
Wyż

Słońce, mróz, błękitne niebo. Nikt ani nic nie rzuca długich cieni. Podręcznikowy wyż. Odnowione bloki wzdłuż Alei Solidarności są jakieś odświętne i czyste. Idę Długą w stronę Starego miasta i wtedy przychodzi ta rzadka chwila, kiedy czuję że na usta ciśnie mi się uśmiech. Cieszy mnie ta pogoda, cieszy mnie to że zarobiłem trochę grosza w Babilonie, cieszy mnie to że umiem się cieszyć tą chwilą. Zaczyna mi się wydawać, że moje różne rozpaczliwe działania, które są często zastępcze, w dłuższej perspektywie mają jednak jakiś kierunek. Postanowione: jutro idę do lasu, będę zaprzyjaźniać się z drzewami.

 

 


czwartek, 24 lutego 2011
Ciacho

Obejrzałem, bonobo, yy, kolega mi przysłał z adnotacją że to przecież "mój" film i nie może tak być, żebym nie widział filmu w którym grałem (dodajmy że dwie role: Gościa na weselu oraz zaszczytną: Wartownika I).

Obejrzałem i ciężko było mi dotrwać. Parę razy przewijałem. Nadal nie za bardzo rozumiem, jak mogą powstawać takie filmy. Nawet nie był kasowy. Ale pobyt na planie i skonfrontowanie tego z gotowym "dziełem" sporo mnie nauczyły.

Wiadomo: film jest najważniejszą ze sztuk.




21:54, stanwewnetrzny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 lutego 2011
Nona

- Jak to jest u pana z tymi zębami? To jest dziewiątka? - pyta dentystka i zerka na pantomogram

- Tak. Mam dziewiątkę. Jestem małpą

- Od razu małpą?

- No, albo geniuszem. Bo skoro ósemka to ząb mądrości, to dziewiątka - chyba geniuszu?

- Już niech się pan tak nie chełpi, dziewiątkę pan ma ale się nie przecież wyrżnęła - gasi mnie stomatologicznym konkretem

Nie żebym z wszystkiego robił metaforę, ale zacząłem się zastanawiać, czy dużo mam jeszcze takich niewyrżniętych dziewiątek.

 

 



środa, 16 lutego 2011
Na sałatę lodową

Bazarek Wiatraczna. Ustawiam się w ogonku do stoiska z zieleniną. Nagle gruba baba układająca główki sałaty hyc - zrzuca mi jedną na nogę.

- Ojej spadła mi. Nie uderzyłam pana? Przepraszam! Nie stało się nic?

- Sałatą nie boli - odpowiadam i podnoszę warzywo. - Nic się nie stało.

- Jeszcze raz przepraszam.

Potem kupuję u tej czerstwej baby kilo buraków, cebulę i szczypiorek. Chyba czas to przed sobą przyznać: sałata na mnie spada, baby na mnie lecą (lecą zwłaszcza gdy zahamuje autobus, to jeszcze jak lecą!). Idzie wiosna.




niedziela, 13 lutego 2011
Miód, dotyk

Już w trakcie seansu układałem sobie w głowie wpis: że napiszę coś a propos Walentynek, że walę, chociaż nie, nie chciałem być na nie, zamierzałem po prostu napisać że mam potrzebę, by ktoś mnie przytulił, bo czuję się nieprzytulony.

Gdy podjechał autobus, stanąłem przy drzwiach: nagle starsza, elegancka kobieta wysiadająca z pojazdu wyciąga do mnie dłoń i mówi: proszę podać mi rękę. Podałem. Moja czarna skórzana rękawiczka spotkała się z jej zamszową, beżową. Mocno ścisnęła moją rękę, przeniosła na nią ciężar ciała i sprawnie stanęła na ziemi. Dziękuję panu - powiedziała. Proszę - odparłem.

Wsiadłem w 111 i wracając do domu czułem w ręce jej mocny uścisk, a w uszach prośbę, taką niezobowiązującą, ludzką - ale trochę i kobiecą. W tym uścisku zawierało się dużo. Wyciągnięta ręka jest niby oczywista ale tak rzadko się o tym myśli. Ja nie potrafię wyciągać ręki.

Ale przynajmniej ktoś mnie mocno uściskał.




wtorek, 08 lutego 2011
Konkurs

Coś jest ze mną nie tak, coś ewidentnie jest nie tak - myślę sobie, bo samotność zaczyna mnie bardzo mocno uwierać. Zaczyna mnie wkurwiać. Ale nie mogę, nie potrafię, nie daję rady tego zmienić.

Przecież to są najlepsze lata życia (mówi mój kolega wariat). Jesteśmy najprzystojniejsi, mamy sporo energii, pomysłów, w miarę otwarte głowy, duże libido. Jesteśmy zdolni. Później będzie już tylko gorzej. I ten czas nam ucieka, nasz najlepszy czas.

Co do mnie: nie jestem przecież najgłupszy, wyglądam w miarę, mam (jak powiedziała ostatnio znajoma) kontakt z rzeczywistością. A jednak: COŚ musi być nie tak, skoro nie potrafię nawiązać relacji.

Ogłaszam więc konkurs na to co to jest to "coś". Bo ja już nie wiem. Nagród nie będzie. Zapraszam do uczestnictwa.

A dla ułatwienia podaję dwie odpowiedzi, które nie zadowolą mnie na pewno:

 

- jestem pojebem (no bo za ogólna i oczywista)

- jestem chujem i dupkiem czyli wersja D. (bo nie wiadomo co to dokładnie znaczy)




poniedziałek, 07 lutego 2011
Zza okna

Dość zabawnie jest obserwować przez szybę tańczących ludzi, zwłaszcza gdy nie słyszy się muzyki.

Zabawnie, do momentu w którym uświadamiasz sobie, że kiedyś możesz być po drugiej stronie tej szyby i ktoś będzie obserwował ciebie.


czwartek, 03 lutego 2011
Kultura w styczniu 2011

Podobnie jak w grudniu, notowałem sobie co obejrzałem/przeczytałem. W tym miesiącu dużo filmów:

 

Filmy:

The social network

The Doors - historia nieopowiedziana

Boże skrawki

Golem

Klinika, Szczęściarze (dok.)

Co się zdarzyło Baby Jane?

Pochowajcie mnie pod podłogą

Niewiarygodne przygody Marka Piegusa (1-9)

Rozwodów nie będzie

Yes-meni naprawiają świat

Aelita

Pierścień i Róża (serial)

Kopia mistrza

Człowiek słoń

 

 

Książki:

Freud: Wstęp do psychoanalizy (wciąż)

Iwaszkiewicz: Panny z Wilka

Kuczok: Spiski (skończyłem)

Szekspir: Otello

Murakami: O czym mówię kiedy mówię o bieganiu


 

Wystawy:

Ferit Kuyas: Miasto ambicji

Ania Witkowska Adam Witkowski: Domownicy

 



 
1 , 2