|
Archiwum
Zakładki:
2.0
Blogi
Tagi
stanwewnetrzny@gazeta.pl |
środa, 16 maja 2012
Przeciętność
W marcowej Twórczości w tekście o życiu erotycznym Oscara Wilde'a i o jego nawróceniu na homoseksualizm (bo wcześniej był miłośnikiem kobiet, miał żonę i dzieci) napotkałem interesujące stwierdzenie: Dramaturg kochał swoich synów ale przy jego rozwichrzonej osobowości, przy niewątpliwym geniuszu nie nadawał się do życia rodzinnego. Brutalna prawda jest taka, że najlepszymi rodzicami są osobniki przeciętne, ani zbytnio mądre, ani głupie, nie mające za wysokich ambicji, zadowolone z szarzyzny życia (s.143) Początkowo to zdanie mnie urzekło - nie, raczej walnęło w głowę, potem stwierdziłem że taka konstatacja to niezłe alibi dla hulaszczego trybu życia (uzasadnianego rzekomym czy prawdziwym "geniuszem"), i uznałem je za nieprawdziwe. Teraz z kolei wydaje mi się że coś w tym jest, ba, można to rozciągnąć na życie w ogóle - że najlepiej żyje się ludziom przeciętnym, niezbyt myślącym, bez większego wglądu w siebie, biorącym to co jest i zadowolonym z tej jałowej szarości. Zaraz powie ktoś - hola, nie dowartościowuj się, z tego że ci się źle żyje wcale jeszcze nie wynika że jesteś nieprzeciętny, może wydaje ci się jeszcze żeś geniusz! - i będzie miał rację.
piątek, 11 maja 2012
Zeszły piątek
Zeszły piątek (w Beskidzie) o wiele był przyjemniejszy niż ten dziś (w szpitalu). Aż trudno sobie wyobrazić że lazłem przez krzaki i potoki a potem łowiłem buta który uciekał z nurtem Jasiołki. Dokładnie tydzień temu, raptem tydzień temu. Trudno to sobie wyobrazić leżąc w łóżku, będąc zredukowanym do kapci i karty gorączkowej.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
O wiosno! kto to widział...
Niby obowiązuje wiosna ale daje przecież przedsmak lata. W promocji, jak w takim kubeczku w supermarkecie, żeby posmakować. Czy może raczej jak w nowym archiwum Polityki - wiadomo już o co chodzi w artykule ale do końca doczytać nie można.
środa, 18 kwietnia 2012
Instytut
Zredukowani do piżam, dresów i szlafroków, w kapciach prowadzą wytarte rozmowy. Kto schudł, kto przytył, kiedy na badanie. Spijają sobie z dzióbków żarty, czasem śmieszne. Tak! Rozładować napięcie. Koniecznie. Z pomocą czegokolwiek: żartu lub tabloidów. Po korytarzu chodząc wte i we wte, nieważne kto w cywilu prezes a kto rolnik.
wtorek, 17 kwietnia 2012
Dymna
Ale ty jesteś jednak przystojny! - mówi mi i zabiera się do całowania. Najpierw niewinne buzi-buzi, ale ja eksperymentalnie wyciągam język, a ona za tym idzie. Jest późny wieczór, ciemno. Stoimy przy barierce na jakiejś willi, w dole jest coś jakby Dolinka Szwajcarska z czerwonymi namiotami dla łyżwiarzy i lodowisko. Lampiony, światełka. Dziewczyna jest podobna do młodej Anny Dymnej (ale takiej, jaką można by sobie wyobrazić po tym jak Dymna wygląda teraz). Ma szeroką twarz na dość cienkiej szyi, trochę kręcone włosy, jest mocno zbudowana. A obok stoi jej chłopak, który chyba nie widzi że się całujemy - albo myśli że to przyjacielskie uściski. I przyjemnie mi się z nią całować, zwłaszcza że jeszcze mi powiedziała żem przystojny ale jednak z duszą na ramieniu (bo chłopak).
sobota, 14 kwietnia 2012
Basy i kanciapa Białoszewskiego
E, ale na Starym Dobrym Małżeństwie, to ty basów nie podbijesz, nie ma mowy. A ja kręcę tą gałką i odpowiadam że może i perkusji nie mają ale bas jako instrument jest przecież jest, grał na nim Roman Ziobro. Więc niska częstotliwość być musi. I staram się ją wydobyć z pasma ale wychodzi tylko jakieś słabe prykanie, więc wszyscy w śmiech. A nie mówiłem?
wtorek, 10 kwietnia 2012
Psie rytmy
Ten pies wyglądał niemalże jak dziecko
piątek, 06 kwietnia 2012
Copulus meus
Krzyżu święty, jadę autobusem, myśląc czy spotkam się dziś z nią czy się nie spotkam, i czy będziemy to robić i jak, jadę ludu mój ludu, autobusem do kościoła ja - agnostyk, tylko dlatego że dziś Wielki Piątek, kulminacja Wielkiego Postu, a ja bardzo lubię te rzewne, te smutne, te piękne śpiewy, których ostatnio słucham tylko na youtube albo w radiu, bo do kościoła przecież nie chodzę. Jadę więc do kościoła autobusem (prawie jak maior autem) myśląc o niej i czując wzwód, i jeszcze pisząc do niej sms-a żeby wiedziała że mnie podnieca, i czując się podwójnie świętokradczo - raz że z takimi myślami, a dwa że nie wierząc - do kościoła jadę na nabożeństwo, płaczcie anieli. Ale tu mi przychodzi w sukurs kulturowy relatywizm, ot taki film na przykład peruwiański Madeinusa, w którym jest mowa o tym że jak Bóg umiera, to hulajdusza, bo skoro umarł, to nie widzi, i w tamtym filmie w ogóle dużo jest fizyczności i cielesności i erotyzmu, by nie powiedzieć kazirodztwa, od piątku do niedzieli grzeszenia. O mój Jezu, jak ty klęczysz, jak klęczał Białoszewski albo przed nim klękali, różni luje, a on latał do tego kościoła bo chyba tak jak ja potrzebował religijności, jakiejś estetyki, choć wcale wierzący nie był. Mironie, ja cię rozumiem. Ja siebie przez ciebie zrozumiałem trochę. Stabat mater dolorosa, iuxta crucem lacrimosa, a ja jadę autobusem bo po prostu mam tę potrzebę pośpiewać sobie, pouczestniczyć w misterium, niech kolana, niech nogi mnie zabolą. I nie muszę się z tego nikomu tłumaczyć, popule meus, lecz zrobię to, zrobię żeby nie było wątpliwości. Na zbawienie duszne. Jako niegdyś gorliwy ateusz i czynny anankastyk, usztywniałem się w niechodzeniu do kościoła - bo skoro się nie wierzy i odrzuca, to trzeba zachować konsekwencję i twarz, i po co chodzić? Zresztą nie miałem takiej potrzeby, raczej miałem potrzebę zrobienia czegoś odwrotnego, w piątek mięsa i dyskotek, w Wielkanoc zrobienia prania. Ale mi odpuściło, nie mam już napięcia wokół nie/chodzenia, i czasem sobie właśnie chodzę, bo mi się chcę, bo czuję potrzebę. O baranku, tak cierpliwy, skoroś doczytał do tego miejsca, czytelniku, to napiszę jeszcze że w ogóle podoba mi się że Wielki Piątek jest tylko raz w roku, to takie niedzisiejsze. Podoba mi się ta przedzieloność, to przyczajone życie, które zaraz wybuchnie w przyrodzie. Podoba mi się że dzisiaj pełnia księżyca, i że te święta są lunarne. Podoba mi się też to moje zmieszanie sacrum z profanum, w autobusie, i podejrzewam że gdybym był wierzący - ba gdybym był na przykład w neokatechumenacie, to wytłumaczyliby mi, że TAK, na tym właśnie polega wiara. Że jesteśmy cieleśni, słabi, grzeszni, ale Jezus za nas cierpiał rany, zbawienie przyszło przez krzyż, a w ogóle to dwudziesty już wiek. Pośpiewawszy, pogniótłszy kolana, poczułem swoje ciało inaczej, uczułem jak to napięcie seksualne schodzi ze mnie, byłem jakoś tym obrzędem wyciszony, samą jego formą nawet. Potrzebowałem tego, dawno nie uczestniczyłem w żadnych obrzędach (nie licząc ostatnio przywitania wiosny). Potrzebowałem tej formy, w treść się za bardzo nie wczuwając. A z dziewczyną się w końcu nie zobaczyłem, umówiłem się na jutro - ale wcale nie wiadomo czy będzie seks. Jezu mój kochany!
wtorek, 03 kwietnia 2012
Nereusz
Śniło mi się, że miałem chorą nerkę, z guzem czy z czymś. Do wycięcia. Chirurg podczas operacji spytał czy może od razu nie wyciąć obu. Ja byłem nieprzytomny (zresztą w ogóle dziwne że mogłem rozmawiać) więc mało kontaktowałem, pomyliło mi się z wyrostkiem, i powiedziałem żeby wyciął. Obie. A potem chodziłem po korytarzu szpitalnym i doszło do mnie że nie mam ani jednej nerki, i że moje życie już nie będzie takie samo, że mojego życia nie będzie w ogóle. I z początku się przeraziłem ale potem przypomniałem sobie, że i tak za bardzo nie zależy mi na życiu. Więc jako że staram się być konsekwentny w myśleniu, to dalej spałem już spokojniej.
poniedziałek, 02 kwietnia 2012
Na słodkosłono
Czy jak jedziesz z dziewczyną na wycieczkę, powiedzmy że pod miasto, do lasu, i jeśli ona zrobi solidne kanapki a ty - przekąski słodkie w wystarczającej ilości, to można to interpretować, że ona oczekuje od tej relacji solidnych podstaw a ty - głównie przyjemności?
|